• Wpisów:126
  • Średnio co: 18 dni
  • Ostatni wpis:4 dni temu
  • Licznik odwiedzin:12 956 / 2352 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Mrówka pracowała w pocie czoła całe upalne lato. Zbudowała solidny dom i zebrała zapasy na srogą zimę.

„Głupia mrówka”, myślał konik polny, który okres kanikuły spędził na tańcach i hulankach. Kiedy nadeszły chłody, mrówka schowała się w domu i skosztowała zapasów.

Konik polny, drżący z zimna i głodny jak wilk, pomyślał: „Zwołam konferencję prasową. Niech wszyscy dowiedzą się, że kiedy jedyni mają zapasy i domy, inni umierają z głodu.” Poszedł do TVN, TVP, Polsatu, ale wszędzie powiedzieli mu coś podobnego: „Nikt nie chce słuchać kolejnych historii o nieudacznikach, gdybyś przynajmniej był księdzem, a mrówka byłaby żoną Twojego brata, lecz jednocześnie z Tobą w ciąży... Może kogoś by to zainteresowało. Wszak ludzie codziennie na całym świecie umierają z głodu.”

Konik polny postanowił więc założyć partię, w której sprzymierzony z innymi konikami mógłby walczyć o interesy podobnych sobie. Lecz inne koniki uświadomiły go: „Aby założyć partię musisz dysponować odpowiednimi funduszami. Nikt nam nie da żadnych pieniędzy, bo jesteśmy konikami. I do tego polnymi.”

Konik skruszony poszedł więc do mrówki prosić: „Podziel się ze mną swoimi zapasami, a będę dla Ciebie pracował.” Mrówka, po zastanowieniu, zgodziła się: „Niestety nie mogę dać Ci etatu, więc jeśli chcesz mieć ubezpieczenie zdrowotne musisz sam sobie je opłacić w ZUS’ie. Będziesz pracować na umowę o dzieło, dostaniesz 800 pln miesięcznie. Obowiązuje cię dwunastogodzinny dzień pracy, z piętnastominutową przerwą obiadową. Przy czym możesz ją sobie podzielić na krótsze przerwy, gdybyś chciał na przykład pójść zrobić siku.” Mrówka zrozumiała, że zatrudnianie koników polnych opłaca jej się znacznie bardziej, niż gdyby miała sama pracować.

20 lat później mrówka zatrudnia już tysiące koników polnych w całym kraju. Dzięki korzystnym ustawom stworzonym dla rozwoju przedsiębiorczości nie płaciła jeszcze nigdy podatków. Co dwa lata zmienia tylko nazwę swojej firmy i rejestruje ją jako właśnie powstałą. Gdy koniki chciały ogłosić strajk, żądając podwyżek płacy, mrówka, za radą lokalnych polityków, uznała go za nielegalny, (nie spełniał klauzuli trzeciej paragrafu piątego ustawy o strajkach wprowadzonej pięć lat temu głosami Platformy Mrówek) i do rozpędzenia wezwała policję. Zapasy nie mieszczą się już Mrówce w chronionym przez Solid Security domu, więc nadwyżki inwestuje na rynku akcji oraz w sztukę. Konik zmęczony pracą nie ma już siły samemu tańczyć i hulać, więc pozostaje mu śledzenie gwiazd tańczących na lodzie.
 

 
  • awatar crazy and funny: świetny wpis ;> i wgl fajny blog xd zapraszam do nas, jesteśmy nowe. ;p pozdrawiam. / Aneta
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

hamer
 
zuraw
 
Kiedy klikniesz na tytuły, to filmy się otworzą.
To, o czym piszesz, jest niestety ludzką małością. Pocieszjące jest to, że ta małość także potrafi wpadać w zachwyt, a zachwyt zamyka jej oczy i każe słuchać. To takze takie nasze - polskie: "jak cię widzą, tak cię piszą".A tu niby brzydcy, a jacy piękni!
 

 



Niestety, tutaj powyższe nagrania nie chcą się otwierać. Ciekawych sprawy zapraszam do obejrzenia i odsłuchania ich na Yotube.

Natrafiłam przez przypadek na te pokazy. Poruszyły mnie bardzo i to nie tylko dlatego, że muzyka jest piękna, ale głównie dlatego, że ludzie mają zwyczaj oceniania wartości innych po ich wyglądzie i cechach zewnętrznych. Wyraźnie widać, jakie miny mieli jurorzy i ludzie z widowni po ujrzeniu występujących na scenie. Patrzyli na nich jak na durniów tylko dlatego, że Jonathan jest grubaskiem w rozciągniętych dresach, a Susan - nieatrakcyjną zewnętrznie kobietą po czterdziestce. Wszyscy natychmiast zmieniają swoją postawę, gdy słyszą, co prezentują ci, których wcześniej mieli za nic.
Rzeczy, ludzie i rzeczywistość wcale nie są takimi, jakimi je spostrzegamy. Zwraca na to uwagę filozofia zen, ale nie tylko. Wskazują też na to badania wielu nauk społecznych udowadniając, że innych spostrzegamy i oceniamy wg kategorii, jakimi widzimy siebie, jak siebie oceniamy. Mało tego – oceniając innych gorzej, niż siebie samych, czujemy się lepsi, ponieważ w ten prosty sposób redukujemy swój dysonans poznawczy między obrazem własnych negatywnych sądów o sobie samym, a oceną innych. Zatracamy w ten sposób prawdziwy obraz samych siebie, a także – prawdziwy obraz tego, co nas otacza.
To oczywiście wielki skrót w opisie tego zjawiska, ale może warto je przywołać, aby coś zmienić w sobie, poprawić jakość swojego życia poprzez przyjrzenie się sobie i swoim postawom w relacjach z sobą samym i z innymi ludźmi oraz otaczającą nas rzeczywistością.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Środek zimy kalendarzowej, a aura raczej wczesnowiosenna. Nie ma więc śniegu, który przykryłby ludzki brak wyobraźni - czyli śmieci. W tej chwili wyraźnie widać, co pozostawili w lesie grzybiarze i nie tylko oni, bo na miejscu wycinki lasu dokonywanej jesienią ubiegłego roku można znaleźć to, co zapewne wspomagało pracę leśnych pracowników. Nie rozumiem, jak to jest - jeśli pracuję w lesie, to chyba rozumiem, że to miejsce na tyle szczególne, że śmiecenie tam powinno mnie boleć wręcz. A tu widać totalny brak wyobraźni, odpowiedzialności i wiedzy - wśród śmieci można znaleźć pety, kapsle, butelki szklane i plastikowe, puszki po piwie, itp. Wygląda to nie jak miejsce pracy, ale miejsce po pikniku dziczy ludzkiej /zwierzęta na pewno tak nie śmiecą/, a pracodawcą było w tym przypadku Nadleśnictwo Czarnobór i podległe mu leśnictwo Krągi. Obok tego "wysypiska śmieci" znajduje się miejsce postoju dla leśnych wędrowców, gdzie duże kosze na śmieci pomieściłyby zapewne te z "wysypiska". Ale człowiekowi łatwiej było rzucać to, co mu zostało po jedzeniu i piciu jako śmieć pod nogi, a nie do śmietnika. Czyżby pracodawcy tych śmieciarzy tego nie widzieli? I dlaczego do tej pory tego nie posprzątali? A może to tak ma pozostać?
Nie lepiej wygląda też druga droga prowadząca na wrzosy i do Ostoi Skowronka. Spotkać można tam obok śmieciowego standardu /butelki plastikowe i szklane, puszki/ pampersy, kółka z dziecinnego wózka, a także - oponę samochodową. Wyobraźnia ludzka, jak również jej totalny brak, nie mają granic. Do lasu człowiek wniesie wszystko, ale o wyniesieniu stamtąd już jakoś zapomina. To teren pod zarządem Nadleśnictwa Borne Sulinowo.
Wiadomo mi, że służby leśne odpowiadają za czystość lasu i zobowiązane są do sprzątania tego, co człowiek w lesie z powodu braku swojej wyobraźni i odpowiedzialności zostawi. Zapraszam więc wszystkich nadzorujących tereny leśne do częstszych wizyt na podlegających im terenach i to nie tylko na polowaniach i imprezach z nimi związanych, ale też w ramach sprzątania lasu. Zapraszam też twórców szlaków nordic walking w tym obszarze do przespacerowania się tam czasami z worem na śmieci na plecach - zapewniam, że łów będzie bogaty, niestety.
Natomiast w samym Bornem Sulinowie, na skwerku przy skrzyżowaniu ulic Wojska Polskiego i Alei Niepodległości, gdzie, sądząc po gatunku pozostawionych tam śmieci, namiętnie spożywa się trunki pod chmurką, nawet skarpetkę ktoś pozostawił. Ciekawe, jak długo te śmietnisko będzie znowu straszyło w tamtym miejscu, a firma sprzątająca w Bornem Sulinowie będzie udawała, że śmieci tam nie ma, bo z ulicy ich nie widać.
Reasumując: człowiek, to dziwne stworzenie - poza własnym mieszkaniem robi to, czego u siebie nigdy by nie zrobił, czyniąc to zupełnie bezkarnie, bo przecież nikt nie widzi, a ci, którzy sprzątać miejsca publiczne powinni z racji swoich obowiązków zawodowych, pozostają niewrażliwi na to, co wala się po ich terenie i splendoru im i miejscom, skąd inąd pięknym, nie dodaje.
Tekst ten polecam szczegolnej uwadze:
-inż.Arturowi Malinowskiemu-lesniczemu Lesnictwa Krągi
-z-cy nadleśniczego Czarnobór mgr inż.Tomaszowi Tuchowskiemu
-inż.Romanowi Lecko - nadlesniczemu Nadlesnicwa Czarnobór
-z-cy d/s gosp.leśnej w RDLP w Szczecinku mgr inż.Sylwestrowi Majorowi
-dyrektorowi RDLP w Szczecinku mgr inż.Sławomirowi Cichoniowi
-burmistrz gminy Borne Sulinowo mgr Renacie Pietkiewicz-Chmyłkowskiej.
  • awatar ewa jamróz: Jeszcze jedno do w/w leśniczych -skąd mają wiedzieć osoby wybierające się na spacer z kijami czy rowerem mają wiedzieć,że akurat odbywa się polowanie w okolicach wyznaczonych tras nordic walking i rowerowych,żeby się nie znaleźć na "linii ognia??????
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
  • awatar ewa jamróz: Aż się drzewa załamują patrząc na ten "leśny bałagan"!!!!!!
  • awatar hamer: Jedyna czystość o jaką dba ta intelektualna elita leśna, to czystość luf narzędzi mordu dzikiego zwierza, choć egzaminy zdawali na studiach z podstaw ekologii.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Przyjemność zwiedzania pięknego terenu tego Parku zakłóca często turystom jego tzw. "właściciel". W cudzysłowiu, bo oficjalnie właścicielem nie jest, jak niesie wieść gminna, choć urzędowo dokładnie tego nikt nie wie! Tenże "właściciel" ściga przejeżdżających zazwyczaj na rowerach turystów, żądając od nich wylegitymowania się i zapłacenia kary. Sam legitymuje się ostrym językiem tylko lub ewentualnie flintą, zapewne mającą dodawać mu ważności na stolcu posiadania. Faktem jest, że przy wjeździe na teren Parku od strony Gryżyny i Grabina stoją słupki, na których napisano, że to teren prywatny i nieupoważnionym wstęp wzbroniony. Brakuje jednak jakichkolwiek ogrodzeń lub choćby szlabanów, które by tę własność określały obszarowo. Nie wiadomo też, jak u owego "właściciela" wygląda definicja słowa nieupoważniony. Skoro jest to teren Parku, a więc dobro poniekąd narodowe, to chyba odpoczynek na łonie tak pięknej natury jest dozwolony? Jak może więc naród zwiedzać to urokliwe miejsce? Tak naprawdę chodzi zapewne o kilka stawów hodowlanych nie do końca zadbanych. Na ich brzegach stoją pordzewiałe koparki i auto bez nr rejestracyjnych. A w wodzie smętnie pływają worki - a raczej wory - plastikowe po karmie dla ryb. Zapewne "właściciel" boi się o swoje ryby, które turysta może wywieźć rowerem> /????/.
Pozwoliłam sobie zadzwonić do Nadlesnictwa w Bytnicy, które sprawuje urzędową pieczę nad tym terenem. Nie dowiedziałam się niczego konkretnego. Potwierdzono tylko fakt, że tenże "właściciel" bywa nerwowy i najlepiej wizytę w Parku wcześniej uzgodnić z Nadleśnictwem, a oni jakoś udobruchają "właścicela". Włos się jeży! Spotkani po drodze turyści na rowerach z Zielonej Góry też wspominali nieprzyjemne spotkanie z "właścicelem". Zadzwonili do leśnictwa w Grabinie, gdzie usłyszeli, że tenże "właściciel" nie ma prawa zabraniać wstępu na teren Parku.
O co tu więc chodzi?
A może najlepiej na obu krańcach Parku postawić budki i sprzedawać bilety wstępu? A może potrzebny przewodnik? Chętnie dorobię - znam tam każdą ścieżkę, bo bywam tam od lat wbrew temu, czy to się podoba "właścicielowi", czy nie. W niczym nie zagrażam jego ewentualnej własności, jeśli przejadę po tamtejszych ścieżkach rowerem, podziwiając piękno drzewostanu i całego terenu.
Nawet nie wiem, czy mogę do zwiedzania tego miejsca - nie chcę narażać nikogo na nieprzyjemności - zachęcać ewnetualnych turystów?
 

 
Wrzosowiska kłomińskie są jednymi z największych w Europie i największymi w Polsce. Znajdują się na terenie byłego poligonu wojskowego koło Bornego Sulinowa w województwie zachodniopomorskim.
Na obszarze wrzosowisk stwierdzono występowanie cennych gatunków fauny, między innymi: traszki zwyczajnej, ropuchy szarej, żaby trawnej, żaby moczarowej, żmii zygzakowatej i świergotka polnego. Z uwagi na niepowtarzalność tego obszaru pod względem flory i fauny utworzono w ich obszarze rezerwat przyrody Diabelskie Pustacie.
Wrzosowisko istnieje na tym obszarze od około 60 lat, jednak wcześniej mogli je podziwiać jedynie żołnierze. Początkowo był to teren niemieckiego, a następnie rosyjskiego poligonu wojskowego.
Dopiero po opuszczeniu tych terenów przez wojska radzieckie w 1993 roku okazało się, że poligony wojskowe skrywają taki skarb, jakim są wrzosowiska.
Wrzosowiska są ekosystemem, który ze względu na rozwój cywilizacyjny i zaprzestanie tradycyjnych form gospodarki rolnej zanika w naszym kraju. Z największego w Polsce wrzosowiska chętnie korzystają pszczelarze, produkując miód wrzosowy.