• Wpisów:135
  • Średnio co: 17 dni
  • Ostatni wpis:2 dni temu
  • Licznik odwiedzin:13 615 / 2388 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Zainteresowana opisywaną przez Hamera sytuacją higieniczną w Bornem Sulinowie /zatruta woda i śmieci oraz inercja władzy w tym temacie/, postanowiłam sprawdzić, jak jest w istocie.
Usłużnie donoszę, że jeszcze żyję, pijąc tę wodę. Pamiętam jednak moją świąteczną wizytę tutaj i reakcję mojego organizmu na – jak teraz to rozumiem – wodę, choć wówczas podejrzewałam, że moje często powtarzające się wizyty w miejscu, do którego król chadzał piechotą, są efektem jakiegoś felernego jedzenia. Teraz rozumiem, że przyczyna tkwiła w wodzie, jako że jestem osobą szczególnie pilnującą tego, co jem z wielu różnych powodów.
Wracając jednak do tematu. Woda – jak narazie - jest ok., czego najlepszym testerem jest mój żołądek. Czyli – Hamer spowodował swoją niezłomną postawą, że ktoś czuwa. Choć nie do końca chyba, bo kiedyś przeczytałam na stronie miejskiej Bornego Sulinowa, że we wsi Ciemino, a więc w pobliżu Bornego Sulinowa, woda jest WARUNKOWO dopuszczona do spożycia. Włos mi się zjeżył!!! Co to znaczy? Oczywistym jest fakt, że woda tam jest be, ale tak nie do końca, bo jak się wypije dwa łyki np. to WARUNKOWO nic się nie stanie, a jak więcej, to może WARUNKOWO być źle. Pojawia się pytanie ogólne: kto kim merda? Czyli – czy pies /Gmina z Burmistrzem na czele/ merda ogonem /, czy ogon /dostawca wody – PWiK Szczecinek/ merda psem? Wychodzi, że chyba ta druga wersja obrazuje tutejsze stosunki wodne, czyli – ogon merda psem jak mu się podoba. Niuans językowy „warunkowo” powoduje, że zaczynam się tego ogona bać, bo nie wiem, czy jak jutro wypiję z rana kawę, to za dwie godziny po wypiciu mój żołądek WARUNKOWO nie stanie dęba. Strach się bać.
Kwestia śmieci dalej, jak widać na załączonych zdjęciach, jest nierozwiązanym problemem tutejszych władz – państwowych i leśnych. Tuż koło burmistrzowskiego Stolca stoją cztery śmietniki. Jeden obwiązany łańcuchem i zamknięty na kłódkę. Trzy pozostałe – to pojemnik na plastiki /notabene – kto zaprojektował ten pojemnik z takimi otworami – w całej Polsce takie pojemniki są plastikowe jako i ten zamknięty na kłódkę, tyle że w kolorze żółtym, bo wiadomo, że plastikiem są także torby foliowe oraz mniejsze gabarytowo przedmioty, które przez otwory omawianego tu pojemnika pod wpływem wiatru wylatują i fruwają wokół swobodnie/, pojemnik na szkło i pojemnik na papier. Co znajduje się w tajemniczym śmietniku zamkniętym na kłódkę, nie wiadomo. Można domniemywać, że jakieś bardzo, ale to bardzo cenne śmieci.
Opis ten był konieczny, aby wyakcentować obraz tego, co znajduje się za śmietnikami. A za śmietnikami znajduje się górka, na stoku której ktoś założył sobie kolekcję butelek po różnych napojach ogólnie uznanych za wyskokowe. Aby butelkom nie było przykro w samotności, za towarzystwo mają troszkę papierów rozmaitych rozmiarów i innych nieokreślonych śmieci. A wszystko to dzieje się na parkingu dla interesantów Urzędu Miasta i Gminy. W moim rodzinnym mieście taki numer by nie przeszedł, ale w Bornem Sulinowie widocznie wszystko jest możliwe.
Na nowo powstałej plaży miejskiej zadziwiają mnie spacerujące bez kagańca i bez smyczy pieski. Ich właściciele na zwróconą im uwagę, że jezioro i plaża miejska nie są dla ich pupilów, próbują dyskutować i podnosić głos w niewybrednych językowo odpowiedziach. O to, czy posiadają przy sobie stosowne woreczki na to, co z pupy ich zwierzątek wyleci, już nie pytam, bo odpowiedź nasuwa się sama. A w tym czasie strażnicy miejscy w ilości dwóch siedzą zakamuflowani w krzakach i pilnują radaru. Może im się uda wyłapać jednego na tydzień nadgorliwca wciskającego pedał gazu zbyt mocno, a w tym czasie w mieście śmieci walają się nadal, nad jeziorem pieski chadzają jak chcą, kąpiąc się w tej samej wodzie, co ludzie i załatwiając swoje potrzeby fizjologiczne na plażowych piaseczkach narażają ludzi na różne choróbska.
Skoro o śmieciach mowa – na lotnisku i dalej – jadąc drogą do Nadarzyc – na poboczach - przegląd wakacyjnego menu przejeżdżających. Nikt tego nie sprząta. A na to wszystko patrzą międzynarodowi goście rajdu Wrocław – Drezno. W tym roku Borne Sulinowo jest punktem startowym tego rajdu. I wszystko fajnie, tylko kto naprawi drogi, które miłośnicy ciężkiego w końcu sprzętu na czterech kółkach rozjechali dokumentnie? W sobotę jechałam drogą przez wrzosowiska. Musiałam zmienić zaplanowaną wcześniej trasę, bo główną drogą relacji Borne Sulinowo -Kłomino przebiegała trasa wspomnianego rajdu. Ponoć to droga powiatowa, więc gmina nic do niej nie ma. Ale też jest to droga rozdzielająca tereny rezerwatu przyrody Diabelskie Pustacie. Notabene – droga już była przed rajdem zniszczona totalnie przez jeżdżące kiedyś po niej radzieckie czołgi. Pewnie rowerem nie uda się tamtędy przejechać jeszcze długo.
I ostatnia bulwersująca mnie kwestia, to ogrodzenie, które pojawiło się na plaży miejskiej. Wieść gminna niesie, że znalazł się właściciel sprzedanego mu przez uprzednie władze miasta terenu. Miejmy nadzieję, że obecna władza tego miasta mądrze wybrnie z zaistniałej sytuacji w sumie patowej dla obu stron. Z jednej strony – właściciel ma święte prawo odgrodzić swoją własność. Tyle tylko, że nic z nią nie zrobi, bo nie jest to teren budowlany pod jakimkolwiek względem. Pat dla właściciela i pat dla władzy. A przy okazji – wzdłuż spacerowej drogi nad jeziorem oraz na trasie willa Guderiana – plaża przegląd trunkowych preferencji Polaków w postaci porzucanych na drodze butelek. Zimą widziałam podobny przegląd w lasku tuż przy cmentarzu. Wniosek jeden – w Bornem Sulinowie można pić alkohol zupełnie swobodnie w miejscach publicznych. Aż dziw bierze, że pod wpływem alkoholu nikomu nic się nie stało w związku z ziejącą otworem studzienką tuż przy koszu na śmieci w okolicach wspomnianej willi.
Dziwi mnie, że tutejsze władze nic z tym nie robią. Miasto sprawia wrażenie, jakby zarządzało się samo, a w okresie urlopowym rządzą nim turyści. Tyle, że i oni przestana tu przyjeżdżać, jeśli nic się tu nie zmieni w związku z dbaniem o czystość miasta oraz bezpieczeństwo ludzi.
 

 
Komentarz ten sam, co poniżej. Zapraszam do czytania.
 

 
Tak, w swojej krasie. Nie pokazałam śmieci zalegających rowy i krzaki. Wędkarze, spacerowicze, grzybiacze, zbieracze jagód, rowerzyści, czyli zwyczajnie - człowiek - pozostawiają stosy śmieci. Folia unosi się zgodnie z kierunkiem wiatru, papiery fruwają, butelki po różnorakich napojach - zazwyczaj wyskokowych - zalegają okolice. Piękne skąd inąd okolice - na pewno ich nie upiększają. Ludzie, nie widzicie, co czynicie w swoim domu, jakim jest również przyroda? Słów brak. Nie widać ich na zdjęciach - uznałam, że zabrakłoby mi miejsca w pamięci karty aparatu fotograficznego, aby stworzyć śmieciową inwentaryzację. Skupiłam się na pięknie budzącej się do życia przyrody. Nie mniej w pamięci pozostał mi obraz śmietniska - ludzkiego, niestety, śmietniska.
 

 
Tak, świat jest piekny, ale...właśnie - jest ale. Przyjrzyjmy się, co z nim robimy, jak nie dbamy o te piękno wokół nas. Natomiast robimy wszystko, aby z biegiem czasu i bez zmiany naszego zachowania, te piękno zniknęło. Właśnie - zniknęło pod śmieciami, którymi szastamy wokół siebie bez opamiętania i bez krzty wyobraźni. W rowach pełno wszystkiego, co tylko może się przyśnić w najgorszym śnie: plastikowe butelki po napojach; opakowania foliowe, butelki po piwie i alkoholach, papiery po wszystkim, co tylko możliwe - łącznie z prasą /gazetami/; plastikowe wiadra i puszki po farbie; opakowania po olejach silnikowych oraz zużyte baki po paliwie samochodowym... Lista tego jest ogromna. Jak to widzę, zastanawiam się, skąd to nam wypada, wylatuje, wyrzuca się... Czy we własnych domach też tak sobie rzucamy pod nogi różne odpadki? Zazwyczaj nie. Może więc, skoro rozumu, wiedzy i wyobraźni nie staje, pomyślmy choć przez chwilę, że te piękno, które widać na zdjęciach, też jest naszym domem. Skoro aż tam donieśliśmy to wszystko, co wymieniłam, to zabierzmy ze sobą po zużyciu zawartości do miejsca na to przeznaczonego - czyli do śmietnika. Przecież to takie proste. Wystarczy tylko chcieć, prawda?
 

 
Rozmowa telefoniczna. Klient dzwoni do Pizzerii.

- [operator]: Dziękujemy, że wybrał pan naszą pizzerię. Czy mogę
prosić o pański numer EUROPESEL?
- [klient]: Dzień dobry. Chciałbym złożyć zamówienie.
- [o]: Czy mogę najpierw prosić pański numer EUROPESEL?
- [k]: Mój EUROPESEL, tak.... już ..chwileczkę...to jest:
2165052031412341123221854332223.
- [o]: Dziękuję, panie Nowak. Widzę, że mieszka pan przy ulicy Żytniej
14, a pański numer telefonu to 56320302. Numer telefonu w pańskim
biurze to 54356326, a numer pańskiej komórki to 88234924. Z którego
numeru pan dzwoni?
- [k]: Co? Dzwonię z domu. Skąd pan ma te wszystkie informacje ?
- [o]: Jesteśmy podłączeni do Systemu, proszę pana.
- [k]: (wzdychając) A... tak... Chciałbym zamówić dwa razy waszą Pizzę
Samo Mięcho.
- [o]: To chyba nie jest dobry pomysł, proszę pana.
- [k]: Co pan ma na myśli?
- [o]: Proszę pana, w pańskiej kartotece medycznej jest napisane, że
ma pan za wysokie ciśnienie i ekstremalnie wysoki poziom cholesterolu.
Twój Narodowy Opiekun Zdrowia nie zezwoli na takie niezdrowe
zamówienie.
- [k]: Cholera. To co pan proponuje?
- [o]: Może pan spróbować naszej niskotłuszczowej Pizzy Sojowej. Z
pewnością panu zasmakuje.
- [k]: Czemu pan sądzi, że mi to zasmakuje?
- [o]: Wypożyczał pan w zeszłym tygodniu "Sojowe przepisy kulinarne" z
biblioteki, dlatego właśnie to panu zasugerowałem.
- [k]: Ok, ok. Proszę więc dwie rodzinne. Zaraz podam panu numer karty
kredytowej.
- [o]: Obawiam się, że będzie pan musiał zapłacić gotówką, bo
przekroczył pan limit na koncie karty kredytowej.
- [k]: No to skoczę do banku tu obok i przyniosę gotówkę zanim wasz
kierowca dostarczy pizzę.
- [o]: Pańskie konto czekowe również jest już wyczerpane.
- [k]: Nieważne. Po prostu przyślijcie pizzę, mam już gotówkę gotową.
Jak długo to zajmie?
- [o]: Obawiam się, że około 45 minut, gdyż mamy teraz dużo zamówień.
Chyba, że jeśli chce pan jechać po gotówkę, to po drodze sam pan
podjedzie po zamówienie. Jednakże wożenie pizzy motocyklem może być
ryzykowne.
- [k]: Skąd u diabła pan wie, że jeżdżę na motorze ?!
- [o]: Napisane jest tutaj, że oczekuje się na pana z pierwszą wpłatą
na samochód. Ale motocykl ma pan już spłacony.
- [k]: k.... !!!!!!!!!
- [o]: Radzę uważać co pan mówi. Ma pan już przecież kolegium za
obrażenie policjanta w lipcu 2006 roku oraz wyrok za opowiedzenie
nietolerancyjnego dowcipu o nekrofilach.
- [k]: (Milczenie)
- [o]: Czy chce pan coś jeszcze ?
- [k]: Tak, mam kupon na darmowe dwa litry coli.
- [o]: Przykro mi, proszę pana, ale nasz regulamin zabrania podawania
coli cukrzykom...........

Na osłodękilka fotek wiosny z mojego ogrodu, gdzie - jak narazie - żadne ACTA nie sięgają!
  • awatar remigiusz6: Siema. Wiosna idzie. Pozdro. Remik.
  • awatar hamer: Marzenie ptaszków jakie znam: pliszki i skowronka.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nie wiem, kto jest autorem tego tekstu. Przybył do mnie mailem z USA. Nie wiem, czy zawiera prawdziwe informacje. Niemniej - godne są zapoznania się z nimi i zastanowienia.

O Islandii cisza...niewygodna ta Islandia bardzo.

Islandczycy sprawili, że rząd, który aprobował pod dyktando światowej finansjery zubożyć islandzki naród zgodnie ze scenariuszem aktualnie "przerabianym" przez Grecję, podał się w komplecie do dymisji!
Główne banki w Islandii zostały znacjonalizowane i mieszkańcy zdecydowali jednogłośnie zadeklarowanie niewypłacalność długu, który został zaciągnięty przez prywatne banki w Wielkiej Brytanii i Holandii. Doprowadzono też do powołania Zgromadzenia Narodowego w celu ponownego spisania konstytucji. I to wszystko w pokojowy sposób.
To prawdziwa rewolucja przeciw władzy, która doprowadziła Islandię do aktualnego załamania.
Na pewno zastanawiacie się, dlaczego te wydarzenia nie zostały szeroko nagłośnione?
Odpowiedź na to pytanie prowadzi do kolejnego pytania: co by się stało, gdyby reszta europejskich narodów wzięła przykład z Islandii?
Oto krótka chronologia faktów:
Wrzesień 2008 roku: nacjonalizacja najważniejszego banku w Islandii, Glitnir Banku, w wyniku czego giełda zawiesza swoje działanie i zostaje ogłoszone bankructwo kraju.
Styczeń 2009 roku: protesty mieszkańców przed parlamentem powodują dymisję premiera Geira Haarde oraz całego socjaldemokratycznego rządu, a następnie przedterminowe wybory.
Sytuacja ekonomiczna wciąż jest zła i parlament przedstawia ustawę, która ma prywatnym długiem prywatnych banków (wobec brytyjskich i holenderskich banków) wynoszącym 3,5 miliarda euro obarczyć islandzkie rodziny na 15 lat ze stopą procentową 5,5 procent.
W odpowiedzi na to następuje drugi etap pokojowej rewolucji .
Początek 2010 roku: mieszkańcy zajmują ponownie place i ulice, żądając ogłoszenia referendum w powyższej sprawie. Luty 2010 roku: prezydent Olafur Grimsson wetuje proponowaną przez parlament ustawę i ogłasza ogólnonarodowe referendum, w którym 93 procent głosujących opowiada się za nie spłacaniem tego długu. W międzyczasie rząd zarządził sądowe dochodzenia, mające ustalić winnych doprowadzenia do zaistniałego kryzysu.
Zostają wydane pierwsze nakazy aresztowania bankowców, którzy przezornie odpowiednio wcześniej uciekli z Islandii. W tym kryzysowym momencie zostaje powołane zgromadzenie mające spisać nową konstytucję uwzględniającą nauki z dopiero co "przerobionej lekcji". W tym celu zostaje wybranych 25 obywateli wolnych od przynależności partyjnej spośród 522, którzy stawili się na głosowanie (kryterium wyboru tej"25%u2033 - poza nieposiadaniem żadnej książeczki partyjnej - była pełnoletniość oraz przedstawienie 30 podpisów popierających ich osób).
Ta nowa rada konstytucyjna rozpoczęła w lutym pracę, która ma się zakończyć przedstawieniem i poddaniem pod głosowanie w najbliższych wyborach przygotowanej przez nią "Magna Carty". Czy ktoś słyszał o tym wszystkim w europejskich środkach przekazu?
Czy widzieliśmy, choćby jedno zdjęcie z tych wydarzeń w którymkolwiek programie telewizyjnym? Oczywiście - NIE! W ten oto sposób Islandczycy dali lekcję bezpośredniej demokracji oraz niezależności narodowej i monetarnej całej Europie, pokojowo sprzeciwiając się Systemowi. Minimum tego, co możemy zrobić, to mieć świadomość tego, co się stało, i uczynić z tego "legendę" przekazywaną z ust do ust. Póki co, wciąż mamy możliwość obejścia manipulacji medialno informacyjnej, służącej interesom ekonomicznym banków i wielkich ponadnarodowych korporacji.
Nie straćmy tej szansy i informujmy o tym innych, aby w przyszłości móc podjąć podobne działania, jeśli zajdzie taka potrzeba.
W międzyczasie wyskakują ACTA.
W ACTA wcale nie chodzi o Internet, a o licencje i patenty, o żywność ( rośliny GMO i zwierzęta hodowlane ) i inne ważne produkty i technologie !
Czy wiecie , że Amerykanie opatentowali trzy genotypy świni domowej? To niestety nie żart !!!! Będzie ktoś chciał hodować trzodę chlewną - będzie płacił Amerykanom !
Podobnie jest z roślinami GMO. Ziarno z plonów roślin GMO nie będzie kiełkowało, a materiał siewny trzeba będzie kupować np.w firmie."Monsanto". Wszystkie patenty, licencje i koncesje są w rękach Amerykanów ! ACTA to w perspektywie kilkudziesięciu lat głód i katastrofa na świecie!
Poniżej kopia opinii innego internauty!
Cała prawda o ACTA !!!!!!!!
Użytkownik anonimowy. Przyglądam się temu sporowi od samego początku i mimo, że niby wszyscy, znają ACTA, nie mam pojęcia, dlaczego wiąże się go tylko z Internetem. W mediach mówi się o ACTA jako o problemie Internetu, ale jeżeli przeczyta się ten dokument uważne, to widać, że Internet, to tylko mała część, jakiej on dotyczy.
ACTA jest traktatem handlowym narzuconym przez USA, na warunkach USA. Nacisk jest wręcz fizycznie odczuwalny. Jak wiemy, ACTA dotyczy przeciwdziałania rozpowszechniania podróbek nie tylko w Internecie, ale przede wszystkim w świecie realnym. ACTA będą miały zastosowanie wszędzie tam, gdzie zostanie naruszenia zasada rzekomej orginalności.
Narzuci to rozprowadzanie produktów opartych na konkretnych patentach.
Do czego zmierzam? Otóż ACTA nakładają na sygnatariuszy stosowanie wyrobów, które są poparte patentami zarejestrowanymi w wielkich korporacjach zachodu (czytaj USA). A dlaczego? Ano dlatego, że nie mamy własnych, które mogłyby konkurować z tamtymi. To od razu eliminuje konkurencje krajów rozwijających się takich, jak Polska.
Nie będziemy mogli niczego wyprodukować bez kupna licencji od korporacji zachodnich. Inaczej będziemy odpowiadać za podrabianie, czyli będziemy biedni, ponieważ licencje są tak drogie, że nie sprzedamy niczego taniej od nich. To będzie miało wpływ na wiele gałęzi przemysłu jak na przykład przemysł okołosamochodowy. Nie znajdziemy tanich części zamiennych. To samo dotyczy przemysłu IT. Nie mamy żadnych patentów z tej dziedziny. Nawet przemysł rolniczy ucierpi, ponieważ licencje na żywność modyfikowaną genetycznie mają tylko Amerykanie. Jednym słowem - spowolni to lub nawet zatrzyma wzrost gospodarczy. Dlatego takie kraje, jak Chiny, Rosja czy Indie, nie podpisały tego dokumentu.
Tam gospodarka idzie do przodu i będzie szła. To oni będą konkurencją dla zachodu. Jak ratyfikujemy ACTA, stracimy również całkowitą kontrolę nad wydobyciem gazu łupkowego, ponieważ licencje na technologie wydobycia mają tylko Amerykanie. Czyli - nie zrobimy nic bez Amerykanów nawet, jak się na nich obrazimy. Jak dotkniemy tych złóż bez nich, to, za to odpowiemy. Jeżeli nie podpiszemy ACTA, to możemy dyktować jakieś warunki, bo ponoć mamy jedne z największych złóż na świecie. Biorąc pod uwagę krzywą wzrostu zapotrzebowania na jakieś 300 do 400 lat. ACTA jest dobre dla takich krajów jak USA, ponieważ to oni mają wszystkie patenty, a takie kraje jak nasz doprowadzi do pozycji "wyrobników" dla zapewnienia ich dobrobytu.
  • awatar hamer: No popatrz, a ilu ignorantów na ten temat już się wypowiedziało publicznie i nic nie można było zrozumieć.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›