Wpisy użytkownika zuraw z dnia 22 marca 2018

Liczba wpisów: 1

zuraw
 
      Tym, którzy ciągle nie rozumieją, czym jest twór nazywany prawnie wspólnotą mieszkaniową, przypominam, że to ogół mieszkańców posiadających mieszkania na własność po tzw.uwłaszczeniu, czyli wykupieniu od właściciela gruntu tej jego części, która przynależy do mieszkania wg posiadanych udziałów. Taki stan rzeczy niesie za sobą poważne konsekwencje (prawa i obowiązki) dla właścicieli, które określa ustawa o własności lokali.
W pewnej wspólnocie, niestety, właściciele mieszkań uważają, że mają tylko prawa. Niektórzy z nich przywłaszczyli sobie części strychów, uważając, że to ich antresola. Wygrodzili sobie ogródki na terenie posesji, bo uważają, że skoro mieszkają na parterze, to maja do tego święte prawa. Sąsiad mieszkający na piętrze, ich zdaniem, już takich praw nie ma. Ponieważ niektórzy z nich posiadają po dwa lub trzy samochody, więc parkują na posesji niejako na wydrę – kto pierwszy, ten lepszy – bo przecież są właścicielami. Nie obchodzi ich, gdzie postawi swoje auto sąsiad, który ma takie same prawa do tego terenu. Próby uporządkowania tego faktu spotykają się z wrzaskiem – zachowaniem na poziomie piaskownicy. Nic ich nie obchodzi, że ktoś płaci poniekąd większe podatki, bo także za nich, od powierzchni nieruchomości wspólnych, a z nich nie korzysta lub mu się to utrudnia. Czego innego można się spodziewać po ludziach, w których ciągle tkwi żądło homosowietykusa (wspólne, to niczyje i im więcej zagarnę dla siebie na cudzy koszt, tym jestem górą). Zwykłe cwaniactwo z brakiem honoru i godności.
Kiedy ktoś z członków wspólnoty próbuje dochodzić swoich praw w sądzie, uważany jest za pieniacza i agresora. A kiedy sprawę wygrywa , ogół mieszkańców łącznie z jej administratorem uważa, że naraża ich na koszty. Nieważnym staje się fakt niejasnych dla nikogo rozliczeń księgowej (np.ubytki wody obciążające mieszkańców, których nie było i podobnie z opłatami za ciepło) oraz związana z tymi niepojęta niechęć do kontrolowania tego, co dzieje się z ich pieniędzmi. A administrator próbuje taką postawę wykorzystać dla zrobienia sobie pijaru kosztem osoby, która orientuje się w przepisach wspólnotowych, co udowodniła przed sądem. Nie godzi się to z misją administratora, która powinna nieść pomoc mieszkańcom w zarządzaniu ich nieruchomością. Mało tego – administrator wraz z członkami zarządu stosuje najprymitywniejsze działania polegające na pomówieniach o np.kradzież wody (złodziej i przestępca) lub oskarżeniach o postepowania niezgodne z prawem i spotyka się z aplauzem innych mieszkańców, którzy w ogóle nie wiedzą i na pewno nie rozumieją, o co chodzi. Znowu piaskownica, prawda? Zamiast fachowości  i jakiegoś poziomu zachowania, wychodzi zwykłe targowisko. Gdzież tu standardy licencjonowanego zarządcy nieruchomości?
Tak więc wspólnota – zamiast żyć w spokoju i radości oraz liczyć na wzajemne wsparcie sąsiadów, wojuje w sposób niepojęty z prawdą, którą ma jak na dłoni, ale przez swoją społeczną ślepotę i niechęć do wiedzy, woli jak w piaskownicy – oskarżać innych, zamiast ulec refleksji, że chyba jednak coś jest nie tak.                                                                                                                                                                            To my jesteśmy winni, że spotyka nas to co spotyka, bo na to pozwalamy; bo jest w nas łatwość godzenia się na manipulacje innych, aby tylko nie musieć zaistnieć samodzielnie, nie musieć wiedzieć i rozumieć, co się wokół nas dzieje. Łatwiej jest okrzyknąć kogoś złodziejem i pieniaczem, niż wykonać wysiłek umysłowy i zastanowić się, że może coś jest nie tak. To właśnie cecha homosowietykusa – człowieka, któremu poprzedni ustrój niejako odebrał wolną wolę i samodzielność decydowania, a jak coś nie wychodziło, winni byli inni, niestety.