Wpisy użytkownika zuraw z dnia 14 lipca 2016

Liczba wpisów: 1

zuraw
 
W ubiegłą sobotę musiałam odbyć podróż pociągiem. Nie po raz pierwszy wybrałam pociągi PKP Intercity – wygodniej, szybciej, z większą kulturą. Niestety, to były tylko moje pobożne życzenia. Już samo wsiadanie do pociągu i wysiadanie z niego to nie lada wyzwanie nawet dla sprawnego fizycznie człowieka. A co ma powiedzieć na to wszystko osoba niepełnosprawna? Ponoć może poprosić o pomoc w tych manewrach konduktora. Tak się więc też i stało. Konduktor obiecał przyjść i pomóc przy wysiadaniu osobie niepełnosprawnej, chociaż próbował negocjować swoją aktywność zawodową, zasłaniając się nawałem pracy, której – notabene – nie miał za wiele, bo sprawdzał bilety i w każdej chwili to sprawdzanie mógł przerwać. Oczywiście, nie zjawił się. Na szczęście, znaleźli się uczynni rodacy, który z własnej inicjatywy pomogli wspomnianej tu osobie wysiąść. Ale to nie koniec peturbacji w podróży. Nasza bohaterka miała przesiadkę – duży węzeł kolejowy w Polsce, pociąg dalekobieżny relacji Katowice-Ustka. Należałoby się spodziewać, że przynajmniej warunki podróży będą podobne do tych z poprzedniego pociągu (międzynarodowego). Z uwagi na przeżyty dysonans poznawczy nasza bohaterka pozostaje do tej poryw szoku, że tak można potraktować drugiego człowieka. Pociąg z kategorii tych, którymi podróżowało się we wczesnym PRL-u: zapchane tłumem podróżnych korytarze i toalety, chociaż w informacji i komunikacie wygłaszanym przed odjazdem pociągu na dworcu wyraźnie stoi, że pociąg jest objęty rezerwacją miejsc. Na drzwiach napisy z tamtej epoki: wagon dla niepalących. A drzwi otwierane wajchą, do ruszenia której potrzeba nie lada siłacza oraz tzw.schodek, który odjeżdża razem z otwieranymi drzwiami i podróżny otwierający te drzwi zawisa rozpięty między wajchą, a podłogą wagonu. Na szczęście – przy wsiadaniu i wysiadaniu znowu pomogli uczynni rodacy, bo tym razem pani konduktor też nie obchodziły dalsze losy osoby niepełnosprawnej.
A wczoraj znalazłam w internecie tekst, który pozwalam sobie przytoczyć w całości. Z góry przepraszam autora tego tekstu, że nie podaję jego nazwiska, ale nie skopiowało mi się i nie mogę go znaleźć, aby to uczynić.
„ Wysokie schody, kaczka zamiast toalety. Niepełnosprawni upokorzeni w pociągu
Polskie Koleje Państwowe od lat starają się przekonać, że nie dzielą pasażerów na lepszych i gorszych, i są przyjazne niepełnosprawnym. Jednak horror, jaki przeżyła grupa uczestników turnusu rehabilitacyjnego dowodzi, że jest wprost przeciwnie. 

-Nie rozumiem, jak kolej w XXI wieku może funkcjonować w taki sposób. Nie jestem w stanie tego pojąć! - mówi Marcin Telinga, który razem z resztą grupy jechał przez kilka godzin w wagonie bez toalety i był wciągany do pociągu przez matkę.

Dominika urodziła się z porażeniem mózgowym. Mimo prowadzonej od wielu lat rehabilitacji, nie jest w stanie radzić sobie z wieloma czynnościami, dlatego wymaga stałej opieki.

24-letni Marcin, podobnie, jak Dominika, od urodzenia cierpi na dziecięce porażenie mózgowe. Jego mama, podobnie jak inni rodzice, doskonale wiedziała, że do podróży trzeba się dobrze przygotować. Już dwa miesiące przed planowanym wyjazdem z Gliwic do Słupska mama Dominiki wysłała do PKP odpowiednie formularze z prośbą o podstawienie wagonu dla osób niepełnosprawnych. Ta prośba została spełniona. Jednak tuż po wejściu do pociągu pojawiły się kłopoty.

-Tyle poszło pism i maili, a na miejscu okazało się, że ktoś zarezerwował miejsca dla dwóch osób na wózkach w innym wagonie niż dla ich opiekunów - opowiada mama Marcina, Regina. Na szczęście problem udało się rozwiązać: kierowniczka pociągu znalazła miejsca dla Marcina i jego mamy.

Prawdziwa gehenna czekała jednak w drodze powrotnej: na dworcu w Słupsku okazało się, że podstawiony pociąg w ogóle nie ma wagonu 13, którym miała podróżować grupa! Te zaś, które podstawiono, nie były przystosowane dla osób niepełnosprawnych.”
   
Podejrzewam, że chodzi o podobny pociąg i to tej samej relacji, którym podróżowałam - tyle tylko, że w przeciwną stronę. Zaczynam się już bać drogi powrotnej, czekającej mnie za dwa tygodnie. Szczególnie boję się opcji wsiadania do i wysiadania z pociągu. Czy znajdą się usłużni rodacy, którzy będą służyć pomocą?
 Przypomina mi się podróż pociągiem z ubiegłego roku na trasie Elbląg-Słupsk (pociąg też dalekobieżny bodajże relacji Olsztyn-Szczecin) z dwoma rowerami. Pociąg miał posiadać przedział na rowery. Niestety, nie posiadał. Przyjechał skład starych, pulmanowskich wagonów, z wąskimi wejściami, takimiż korytarzami, a rowery na wcisk podróżowały wciśnięte między wejściem do toalety, a przejściem do następnego wagonu. Na korytarzach podróżował tłum ludzi, chociaż w pociągu obowiązywała rezerwacja miejsc.
Jak widzę, nic od wielu lat nie zmienia się w PKP, a więc i w intercity. Dalej zwykli ludzie podróżują w warunkach jak z minionej epoki, chociaż tyle się słyszy o modernizacji polskiej kolei. Nie wiem, na jakich trasach trwa ta modernizacja, bo na tej z południa Polski nad morze i z powrotem nadal  jeżdżą stare „trupy”, które chociażby ze względu na bezpieczeństwo podróżnych już dawno powinny być złomowane. Czy to się kiedyś zmieni? Może dobra zmiana sięgnie i tej dziedziny życia, aby wizja podróży nie stanowiła dla wielu ludzi przyczyny stresu i lęku przed wyjazdem, który wymaga jazdy pociągiem? Jak na razie, remedium nie widać!!!