Wpisy użytkownika zuraw z dnia 28 stycznia 2016

Liczba wpisów: 1

zuraw
 
  Lekarz to zawód publicznego zaufania. Kiedy chorujemy, oczekujemy właśnie od nich zrozumienia i udając się do nich na wizytę, wierzymy, że wyzdrowiejemy, że człowiek w zawodzie lekarz okaże się fachowcem i nas nie skrzywdzi. Niestety, wielokrotnie bywa inaczej.

Sytuacja pierwsza
--------------------------
  Człowiek w starszym wieku, po drugim zawale serca i zabiegu koronografii, udaje się do tzw.lekarza rodzinnego, który w jego miejscu zamieszkania zmienia się statystycznie trzy razy w roku. Z panią doktor zobaczy się po raz pierwszy, bo poprzednia lekarka, z którą miał świetny kontakt, odeszła. Ponoć nie miała dobrych notowań wśród władz miasta. Wieść gminna głosi, że przeszła na emeryturę. Tyle tylko, że pracując w przywoływanym tu ośrodku zdrowia, na emeryturze już była i pracowała, bo lubiła pomagać ludziom. Pytanie, dlaczego jej już nie ma? Może stała się ofiarą jakiejś intrygi, a może sama miała już dosyć intryg? Jej fachowość i prawidłowe podejście do pacjenta zamieniono na kogoś, kto ma poważny problem z relacjami z drugim człowiekiem. Wracając do sprawy – wspomniany pacjent potrzebuje skierowania na podstawowe badania krwi zalecone przez lekarza-specjalistę, z którymi powinien stawić się do tegoż specjalisty na wizytę kontrolną i skierowanie do lekarza-pulmunologa (pacjent przez wiele lat nie kontrolował stanu swoich płuc i taką kontrolę zalecił mu lekarz-kardiolog w celu stwierdzenia lub wyeliminowania astmy oskrzelowej. Spotkał się ze zdziwieniem pani doktor w stylu „po co to panu?”). „Bezczelny pacjent upiera się, aby te skierowanie otrzymać i w końcu je otrzymuje. Czyli co – wymusił je, bo miał taki kaprys? Już na wstępie pani lekarz oznajmia pacjentowi, że ma dla niego tylko 10minut, skierowania na wspomniane badania nie da, bo nie zamierza ich opłacać ze swoich pieniędzy (!!!!), wpisuje w kartotekę pacjenta nieprawdziwe dane z pomiaru ciśnienia (w trakcie pomiaru mówi, co jej wyszło, a wpis tego nie potwierdza), a na koniec swoich bazgrołów, które wyraźnie wskazują na jej osobowość wymagającą terapii, wali tekst (cytuję: pacjent „narzuca” swoje potrzeby) z pozycji psychiatry. Te 10 minut, które miała dla pacjenta nie powinny obejmować oceny jego postawy. Pacjent jest chory, a ona ma mu pomóc, bo taka jej rola; to ona jest dla pacjenta, a nie on dla niej. Nie po raz pierwszy innych oceniamy z własnej pozycji – to pani lekarz narzuca swoje chore i chyba niezrealizowane ambicje pacjentowi i nawet nie potrafi w kulturalny i ludzki sposób sprostać kontaktowi z chorym człowiekiem. Zapomina, że sama kiedyś może znaleźć się w podobnej sytuacji. Co ma zrobić pacjent? Zapłaci za to badanie, robiąc je w trybie tzw.prywatnym, choć całe swoje życie płaci ubezpieczenie, nie chorował do tej pory i ktoś z jego pieniędzy korzystał. Czy to jest normalne?

Sytuacja druga
----------------------
  Dziewiętnastolatka udaje się na pobranie krwi. Mdleje, spada z krzesła, uderza głową o kafelkową podłogę, ma siną twarz i potężnego guza na czole. Pielęgniarka nie wzywa obecnego gabinet dalej lekarza rodzinnego, tylko próbuje poradzić sobie sama, pewnie z lęku przed konsekwencjami. Na drugi dzień matka dziewczyny udaje się do tego lekarza i opowiada mu o całej sytuacji. Spotyka się z arogancją lekarza i próbą zamiecienia całej historii pod dywan. Lekarza nie interesuje, czy dziewczyna mogła ulec poważnej kontuzji, może by wykonać tomograf albo chociaż ją obejrzeć, czy nie ma objawów wstrząśnienia mózgu, itp. Oby tylko mieć święty spokój i uniknąć odpowiedzialności.

Sytuacja trzecia
-------------------------
  Lekarz-psychiatra ordynuje mieszkance domu pomocy społecznej leki, które po pół roku przyjmowania robią z niej bezwolną istotę. Z osoby pełnej energii i motywacji do działania, staje się człowiekiem wycofanym, nie ma chęci do jakiekolwiek aktywności, wycofuje się z życia społecznego. Dodatkowo, ze zgrabnej dziewczyny, staje się otyłą, mającą trudności z kontaktem z innymi, człowiekiem. Psychiatra na zwróconą mu uwagę, że coś jest nie tak, bo pogorszyła się jakość życia tej osoby i leki są za silne dla niej, odpowiada agresywnie, że to szczyt arogancji, jak ktoś niebędący lekarzem lub pielęgniarką i to dyplomowaną, zwraca mu uwagę na nieprawidłowość leczenia. I tylko to jest dla niego najważniejsze – jego lekarska ambicja, a nie fakt, że zaordynowane przez niego leczenia powinno poprawić pacjentce jakość życia, a nie ją otumanić, sprowadzając ją do funkcji jedzenia i wydalania li tylko. W myśl jego „etyki” zawodowej człowiek niebędący lekarzem nie ma prawa kwestionować zleconego leczenia; lekarz jawi się jako władca życia i śmierci, w dodatku nieomylny.

Sytuacja czwarta
----------------------------
Pacjent zjawia się w szpitalu ze skierowaniem lekarza rodzinnego. Ma problemy z sercem. Na dyżurze jest lekarz, który odmawia mu przyjęcia na oddział, ordynuje jakieś leki i rozpościera przed oczami przerażonego pacjenta wizje kardiowersji. Tenże lekarz zapomina, że kardiowersji nie powinno się robić bez ustalenia, czy pacjent nie ma problemów z zatkanymi żyłami, a jeśli ma, to oczywistym jest fakt, że kardiowersja zwyczajnie go zabije. Tenże lekarz sugeruje, że gdyby pacjent należał do zespołu pacjentów konkretnego lekarza rodzinnego, to oczywiście byłoby to dla pacjenta korzystniejsze (???!!!).Pacjent wraca do domu, a po dwóch miesiącach ma zawał serca, z którego ledwo uchodzi z życiem.

      Takich przykładów można by mnożyć bez końca. Chodzi o to, że wielu lekarzy uważa siebie i swoją profesję za jakąś wyjątkową. Czują się panami życia i śmierci, więc wydaje im się, że mają nieograniczoną władzę nad drugim człowiekiem. Przy czym siebie stawiają na piedestale władzy absolutnej, bo to oni kończyli odpowiednie studia i tylko oni mają wiedzę właściwą do decydowania o innych. Otóż, nie, drodzy panie i panowie lekarze!!! Żyjemy w takich czasach, że każdy człowiek ma dostęp do informacji – w  zasadzie nieograniczony. O chorobach i ich leczeniu można poczytać również w książkach. Wreszcie – każdy przytomny i troszczący się o siebie pacjent czyta ulotki leków, które mu lekarz ordynuje. Czy to źle, kiedy w rezultacie próbuje z lekarzem dyskutować? W końcu chodzi o jego zdrowie i życie, a nie o targowanie się o jakieś nieistotne argumenty. To zadaniem lekarza jest przekonać pacjenta do ordynowanego mu leczenia również poprzez stworzenie sytuacji wzajemnego zaufania i wiary pacjenta w wiarygodność i fachowość lekarza. Jeśli lekarz twierdzi, że pacjent narzuca mu swoje potrzeby, to chyba nie jest na właściwym miejscu zawodowo. Wszak pacjent po to przyszedł do lekarza, aby te potrzeby wyartykułować, bo do kogo ma iść w przypadku choroby?
Nie znaczy to, że wszyscy lekarze są tacy, jak tu opisano. Są i tacy, którzy naprawdę wybrali swój zawód z powołania – bo chcą pomagać innym ludziom w cierpieniu i chorobie. Znajdują czas na rozmowę z pacjentem, ponieważ wiedzą, że tak naprawdę pacjent sam im powie, co mu dolega i sam wyartykułuje swoje potrzeby. Ich rolą jest weryfikacja tych informacji z wykorzystaniem właśnie wiedzy, którą uzyskali w czasie studiów.
Reasumując: Boże chroń nas przed zakompleksionymi lekmedami, a stawiaj na naszej drodze LEKARZY!!!!.