• Wpisów:73
  • Średnio co: 28 dni
  • Ostatni wpis:8 dni temu
  • Licznik odwiedzin:8 296 / 2105 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
"Nie wierzcie frustratom, czy dewiantom psychicznym, którzy swoje problemy psychiczne odreagowują na narodzie". Te słowa wypowiedział we wrześniu 2007r śp.Władysław Bartoszewski. O kim był ten tekst, wszyscy zainteresowani problemami Polski, wiedzą.
Teraz obraża się już nieżyjącego człowieka w sposób nie do przyjęcia. Najgorsze, że robi to człowiek będący naukowcem, ale z racji prezentowanej przez niego postawy życiowej (jest naukowcem na KUL-u) daje sobie prawo do komentarzy wręcz porażających i przede wszystkim niestosownych.
Zainteresowanych odsyłam do linka:

https://www.tvn24.pl/czarno-na-bialym,42,m/czarno-na-bialym-bartoszewski-przed-blokiem,796523.html
 

 
Cóż więcej można powiedzieć o tym, co się w moim kraju dzieje? Przykre to, ale - niestety - prawdziwe. Wszyscy za to płacimy i - jak narazie - możemy tylko o tym mówić, bo takie są kanony demokracji i nie tracić nadziei na powrót do spokojnego i przede wszystkim bezpiecznego życia.

https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/opinie/siedem-dowod%C3%B3w-na-hipokryzj%C4%99-prezydenta-dudy/ar-BBGhPeH?li=BBr5MK7#page=1
 

 
Kiedy wystawiamy komuś opinię, oceniamy kogoś - jego zachowanie, decyzje, poglądy, etc., to tak naprawdę mówimy o sobie. Na ten temat popełniono wiele badań naukowych i nie jest to moje prywatne odkrycie.
Nasza teraźniejszość niesie ze sobą codziennie informacyjny szum, w którym przeważa negatywizm, bo najłatwiej obrzucić smrodkiem innych (a nuż się przyklei). A wówczas poczujemy się lepiej - jak w teorii dysonansu poznawczego Festingera - bo przecież my nie jesteśmy tacy źli, jak inni. Zapominamy, że przeglądamy się jak w lustrze, wypowiadając swoje oceny. Mówimy po prostu o sobie, odkrywając w ten sposób swoje słabości, lęki, niepokoje, niską samoocenę.
Polecam linki poniżej.

https://kobieta.onet.pl/siodma-reka-bogini-zlej-prawdy-i-hejtu-czyli-co-nam-mowi-o-nas-samych-krystyna/w15mwz6

http://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/opinie/martwi-mnie-%C5%BCe-najwa%C5%BCniejsze-urz%C4%99dy-w-moim-kraju-sprawuj%C4%85-ludzie-nieznaj%C4%85cy-i-nierozumiej%C4%85cy-%C5%9Bwiata/ar-AAsHiRh?li=AA4WWV&;ocid=spartandhp
 

 
"W głębi duszy Polska nosi nieprawdziwe przekonanie, że nie zasługuje na miłość, uznanie ani szacunek, na nic dobrego. Desperacko szuka bliskości, szacunku, ciepła i miłości ale gdy je dostaje, to nie może uwierzyć, że na to zasługuje. Ktoś, kto wchodzi z nią w relacje ma poczucie, że nieustannie stąpa po cienkim lodzie. Każde głupstwo może spowodować nagły wybuch agresji albo rozpaczy, scenę zazdrości, wielki dramat".
W. Eichelberger

zachęcam do poczytania całości na stronie:

http://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/eichelberger-polska-zachowuje-si%c4%99-dzi%c5%9b-jak-skrzywdzone-dziecko-kt%c3%b3re-nie-chce-dorosn%c4%85%c4%87/ar-AAqZhnz?ocid=spartandhp
 

 
Przez przypadek li tylko stałam się świadkiem korespondencji tak idiotycznej, że aż dech zapiera. Zaczęło się od tego, że jeden z właścicieli mieszkania z budynku posiadającego tzw.administratora, zwrócił temu usługodawcy uwagę, że tenże ma tendencję do popełniania błędów ortograficznych w swoich pismach. Administrator jako sprzedawca swoich usług rozpoczął poniekąd ze swoim pracodawcą prywatną dyskusję, kpiąc sobie z ilorazu inteligencji tegoż oraz jego kolegi-sąsiada. Szczęka opada – uważaj kliencie, bo handlowiec nie dosyć, że sprzedaje w swoich usługach bubla, to jeszcze oceni Twoje intelektualne walory. A jak powinno być? Ano tak, jak w odpowiedzi zaatakowanego klienta. Po prostu handlowiec zapomniał o kolejności dziobania: to on powinien, chcąc zyskać przychylność klienta, zrobić wszystko, aby zyskać jego przychylność, a nie zrażać go do siebie i swoich usług, pokazując swoje zakompleksione ego (tak, tak – handlowiec ma kompleksy z samooceną i nie radzi sobie z krytyką swoich poczynań). Cóż – teraz nastał czas na takich ludzi, niestety.
Poniżej – najpierw pismo administratora, potem – odpowiedź zaatakowanego klienta.

„Poczytaj pan sobie maile kolegi, może wtedy dotrze do "wielkiej inteligencji" skąd w moim mailu znalazło się "znaleść". Ilość błędów w tym jednym mailu jest porażająca np. "Infrastrukturyz,podnastępującymi,waeunkami,urząszeń,przezenikaniu,trzecue itp."
Sądzę, że jeżeli już to nie mnie powinien pan pouczać!!!”
(brak podpisu autora)

„Szanowny Ktosiu!
Istnieje niepisany zwyczaj, że pod swoimi pismami autor podpisuje się. Pan – jak widać na tworzonych przez Pana pismach – nie ma i chyba nie zna tego dobrego obyczaju (dowodem są tworzone przez Pana pisma dla wspólnoty, pod którymi brak podpisu, a wiadomo, że to Pan jest ich autorem – jak rzekł jeden z członków mojej wspólnoty mieszkaniowej w konspiracji, która nią nie była). Informuję Pana, że Pan popełnił błąd ortograficzny w słowie znaleźć – napisał je Pan przez ś i nie w cudzysłowiu, aby wskazać, że Pan sobie drwi z mojego – jak pan to określił - kolegi.
Jeśli chodzi o niego – informuję, że nie jest on moim kolegą, ale sąsiadem, na którego zawsze mogę liczyć w sytuacjach, w których z racji wieku i stanu zdrowia nie radzę sobie sam. Poza tym jako jeden – niestety tylko jeden - z wielu członków wspólnoty orientuje się w ustawie o własności lokali. Jego błędy w pisaniu – jeśli Pan zechce spojrzeć na klawiaturę – wynikają ze zwykłego tzw. przepalcowania, a nie z braku znajomości zasad ortografii, jak w Pana przypadku. Jacy ludzie mają takie problemy, Pan jako siła wspólnotowego intelektu, mająca do czynienia z różnymi ludźmi w różnym stanie zdrowia, powinien wiedzieć. W końcu Pana praca to także praca z drugim człowiekiem, wymagająca choć odrobinę umiejętności psychologicznych związanych z psychologią społeczną (kontakty interpersonalne) i psychologią emocji, prawda?
Zapewne czuje Pan irracjonalność tej dyskusji, ale to Pan wywołał mnie do tablicy, więc pozwalam sobie Panu odpowiedzieć – jak wyżej."
(autor podpisał się pełnym imieniem i nazwiskiem)
 

 
Dlaczego ten temat? Wiele osób nie wie, co to za „twór”, ponieważ na ogół w problemach osób niepełnosprawnych najlepiej orientują się osoby, które z nimi pracują. To one najlepiej wiedzą o podstawowym fakcie: każdy z rządów RP nie pamięta o tej grupie społecznej. Nie pamięta również o ludziach, którzy z osobami niepełnosprawnymi pracują. Kiedy czytam, że ktoś zarabia 90tys.miesięcznie (!!!!), to nóż w kieszeni mi się otwiera. Pracownicy WTZ to osoby wykształcone (taki jest wymóg ustawowy dla pracownika), wykonujące na co dzień trudną pracę, za którą otrzymują wynagrodzenie na poziomie najniższej krajowej. Także finansowanie WTZ pozostawia wiele do życzenia – środki z roku na rok maleją, zamiast sukcesywnie rosnąć. Kiedy słyszę, na co przeznacza się fundusze podatników i w jakich kwotach, to trudno mi jest udawać, że problemu nie ma. W skali kraju w latach 1994-2005 liczba WTZ wzrosła ze 160 do 608 a liczba ich uczestników wzrosła z 4.320 do 19.797 osób niepełnosprawnych. Obecnie – to 725 placówek w kraju. Środowisko pracowników i uczestników WTZ postanowiło przypomnieć obecnemu rządowi o swoim istnieniu i wystosować pisma o tym przypominające do: 1/Premier RP Beata Szydło
2/Prezes Zarządu Państwowego Funduszu Osób Niepełnosprawnych Dorota Habich
3/Pełnomocnik Rządu d/s Osób Niepełnosprawnych Krzysztof Michałkiewicz
4/Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Elżbieta Rafalska
5/Poseł na sejm RP, Przewodniczący Podkomisji Stałej ds. Polityki Społecznej Agnieszka Ścigaj.
Jest okazja, aby sprawdzić, czy obecny rząd jest zainteresowany tą problematyką. Poniżej trochę informacji dla tych, którzy nic nie wiedzą o WTZ (źródło: Wikipedia).
Warsztaty terapii zajęciowej, WTZ – placówka wykonująca rehabilitację społeczną i zawodową niepełnosprawnych podopiecznych. Terapia realizowana jest poprzez terapię zajęciową. Podstawą prawną działania WTZ są art. 10-10f ustawy o rehabilitacji oraz rozporządzenie o WTZ-ach.
Zadania
1. ogólne usprawnianie;
2. rozwijanie umiejętności wykonywania czynności życia codziennego, w tym zaradności osobistej dzięki stosowaniu różnych technik terapii zajęciowej;
3. przygotowanie do życia w środowisku społecznym w szczególności poprzez rozwój umiejętności planowania i komunikowania się, dokonywania wyborów, decydowania o swoich sprawach oraz rozwój innych umiejętności niezbędnych w życiu, a także poprawę kondycji fizycznej i psychicznej;
4. rozwijanie podstawowych oraz specjalistycznych umiejętności zawodowych, umożliwiających późniejsze podjęcie pracy zawodowej w zakładzie aktywności zawodowej lub innej pracy zarobkowej bądź szkolenia zawodowego.
Zajęcia w warsztacie prowadzone są zgodnie z indywidualnym programem rehabilitacji i terapii.
Uczestnicy WTZ
Osoby niepełnosprawne będące klientami WTZ nazywane są uczestnikami.
Uczestnicy WTZ muszą posiadać orzeczenie o niepełnosprawności. Orzeczenie takie (wraz z kwalifikacją do uczestnictwa w warsztatach terapii zajęciowej) wydają powiatowe zespoły do spraw orzekania o niepełnosprawności.
. Przy lekkim stopniu niepełnosprawności WTZ nie mogą zostać przyznane. Przy umiarkowanym stopniu niepełnosprawności wskazanie do WTZ może zostać uwzględnione przy symbolach przyczyny niepełnosprawności 01-U i 02-P i niezdolności do pracy. Przy znacznym stopniu i zapisem o niezdolności do pracy WTZ mogą zostać przyznane osobie bez względu na symbol przyczyny niepełnosprawności.
Formy terapii
Zasadniczą formą terapii jest terapia zajęciowa. Poza nią WTZ-y wykorzystują najczęściej zajęcia ruchowe, ogólnousprawniające, komunikację społeczną i terapię psychologiczną.
Finansowanie
WTZ jest finansowany w 90% ze środków PFRON w 10% ze środków samorządowych. Możliwe jest też pozyskiwanie środków z innych źródeł. Wśród nich wymienia się: dotacje samorządowe, darowizny z organizacji pozarządowych i osób prywatnych oraz darowizny sponsorów.
Działalność warsztatu jest działalnością o charakterze niezarobkowym. Ewentualny dochód ze sprzedaży produktów i usług wykonanych przez uczestników warsztatu w ramach realizowanego przez nich programu rehabilitacji i terapii przeznacza się w porozumieniu z uczestnikami na pokrycie wydatków związanych z integracją społeczną uczestników.
Pismo do wymienionych wyżej osób z wzoru pisma do p.Premier RP
Pracownicy oraz uczestnicy Warsztatu Terapii Zajęciowej składają na ręce pani Premier następujące postulaty:
1. Oczekujemy włączenia do prac i konsultacji przedstawicieli Wojewódzkich Forów WTZ jak i Ogólnopolskiego Forum WTZ, we wszystkich działających przy Rządzie, Sejmie, komisjach i grupach roboczych zajmujących się problematyką WTZ, w tym Zespołu ds. Rozwiązań w Zakresie Poprawy Sytuacji Osób Niepełnosprawnych, powołanego Zarządzeniem nr 89 Prezesa Rady Ministrów z dnia 29 sierpnia 2016 r.
2. Wnioskujemy o jak najszybsze, jeszcze w roku 2017, zwiększenie poziomu finansowania kosztów rocznego pobytu uczestnika w Warsztacie Terapii Zajęciowej, a także o zapis w Ustawie o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób z dnia 27 sierpnia 1997 r. ( Dz.U. z 2011 r. Nr 127 , z późn. zm.), aby kwota ta była rewaloryzowana w każdym roku.
Mamy w pamięci Pani życzliwość oraz wsparcie, jakie udzieliła nam Pani Premier w drugiej połowie 2015 roku, będąc wówczas posłanką do Sejmu RP, w naszej walce o zwiększenie środków finansowych, po 8 latach zamrożenia tego wskaźnika. Doceniamy także, że już jako Premier Rządu
23 grudnia 2015 roku podpisała Pani rozporządzenie Rady Ministrów ws. zmiany algorytmu środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych przekazywanych samorządom wojewódzkim i powiatowym. Dzięki temu od 1 stycznia 2016 roku, miesięczna dotacja na każdego niepełnosprawnego uczestnika Warsztatu Terapii Zajęciowej wzrosła o 100 zł.
Niestety musimy ponownie zwrócić Pani uwagę na trudną sytuację finansową, w której w dalszym ciągu znajdują się nasze placówki. Pomimo zwiększenia w roku 2016 o 100 zł miesięcznej kwoty dofinansowania kosztów działalności WTZ, nie wprowadzono zasad rewaloryzacji tej kwoty. Ostatnie zwiększenie kwoty algorytmu przykryło tylko czubek potężnej góry problemów, z którymi nadal borykają się Warsztaty Terapii Zajęciowej. Nie został zahamowany odpływ kadry, posiadającej wysokie kwalifikacje i wieloletnie doświadczenie w pracy z osobami niepełnosprawnymi. Obowiązujący i planowany w przyszłości wzrost płacy minimalnej zmusza nas do redukcji lub ograniczeń w tym zakresie. Mamy także olbrzymie kłopoty z wymianą zużytego wyposażenia, remontami obiektów, czy dowozem osób niepełnosprawnych na zajęcia.
Warsztaty Terapii Zajęciowej są placówkami powołanymi do rehabilitacji społecznej i zawodowej osób niepełnosprawnych. Od początku swojego działania miały i mają nadal duży wpływ na całe środowiska – wsie, gminy czy dzielnice miast. To te placówki wypracowały inne spojrzenie na osoby niepełnosprawne w społeczeństwie. W warsztatach prawie 25 000 osób niepełnosprawnych każdego dnia ma zapewnioną rehabilitację i opiekę na najwyższym poziomie. Dla każdego z uczestników to miejsce pracy, w którym mogą się realizować, są akceptowani i znajdują sens swojego i tak trudnego życia. Efekty ich osiągnięć zadziwiają nawet wybitnych ekspertów. Warsztaty to także pierwsze ogniwo w rozwiązywaniu indywidualnych problemów rodzin swoich podopiecznych.
Proces konsultacji społecznych przeprowadzony w latach 2015 – 2017 oraz informacje i deklaracje uzyskane w trakcie licznych spotkań od przedstawicieli Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych oraz PFRON, pozwalają nam wierzyć, że trudny proces zmian i naprawy funkcjonowania całego systemu wsparcia osób niepełnosprawnych, będzie prowadzony w sposób ostrożny, przemyślany w oparciu o doświadczenia i kompetencje osób bezpośrednio związanych z tym systemem, Liczymy, że nasze doświadczenie przyczyni się do wdrożenia zmian, mających na celu polepszenie poziomu życia osób niepełnosprawnych w Polsce. Należy jak najszybciej poprawić kondycję finansową naszych placówek, co ułatwi proces wdrażania wypracowanych wspólnie zmian systemowych.
Liczymy, że Pani Premier nie pozwoli na obniżanie poziomu naszej pracy i na doprowadzenie do regresu osiągniętych przez lata celów. Nie pozwoli Pani na zniszczenie wieloletniego dorobku, jakim są dla osób niepełnosprawnych Warsztaty Terapii Zajęciowej.
 

 
Kiedy oglądam TV (oczywiście – nie program 1, 2 i info); kiedy czytam komentarze czytelników pod artykułami na stronach internetowych; kiedy rozmawiam z ludźmi i słyszę ich opinie o otaczającej nas rzeczywistości, o sobie i tym, co ich w życiu spotyka, itd., to jakoś nie mogę pozbyć się wrażenia, że zaczynam żyć w matriksie, w którym zaczyna rządzić głupota i to na każdym szczeblu rozwoju i bytu społecznego. Opanowuje mnie przekonanie o wizji, w której ludzkość głupieje i w ogóle tego nikt nie zauważa. Złotouści karmią nas słowami, z których nic nie wynika, a każde następne zdanie przez nich wypowiadane, zaprzecza poprzedniemu. Ponoć język – jak mawiał nasz wieszcz - powinien być „(…) giętki (…)” i mówić „(…) wszystko, co pomyśli głowa (…)”, a „(…) strofa winna być taktem, nie wędzidłem (…)” (Juliusz Słowacki „Beniowski”). Cóż, pomarzyć można i w tej kwestii. Jeśli pominąć kwestię manipulowania naszymi umysłami poprzez serwowanie nam narracji, która kupy się nie trzyma, pojawia się refleksja, że otaczają nas głupcy, którzy myślą, że ich racja jest jedynie słuszna i bezdyskusyjna albo próbują nam wmówić, że niewłaściwie spostrzegamy otaczającą nas rzeczywistość, bo brak nam delegacji do jej interpretowania, ponieważ jesteśmy drugim sortem – czyli głupcami, którym wmówić można wszystko, a my łykniemy to bezkrytycznie.
Wikipedia definiuje głupotę jako „niedostatek rozumu przejawiający się brakiem bystrości, nieumiejętnością rozpoznawania istoty rzeczy, związków przyczynowo-skutkowych, przewidywania i kojarzenia. Charakteryzuje się pychą, śmiałością, podejrzliwością, niskim lub nieistniejącym samokrytycyzmem, niezdolnością do zdziwienia, dążnością do ekspansji.
Termin używany jest w stosunku do osób o niższym, bądź niewystarczającym ilorazie inteligencji.
Termin ten nie jest używany obecnie w nauce, chociaż w XIX wieku próbowano tworzyć klasyfikację różnego rodzaju głupców i głupoty. Określenie kogoś mianem głupca jest pejoratywne.”
Istnieje wg Wikipedii siedemnaście rodzajów głupoty. Nie będę ich tu przytaczać, bo każdy jej rodzaj funkcjonuje obok nas. Można o tym poczytać tamże.
Napisałam te kilka słów o GŁUPOCIE, ponieważ tylko w ten sposób mogę zaprotestować i powiedzieć NIE otaczającej mnie rzeczywistości.
Nie bez kozery ukuto kiedyś przysłowie, że lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
Nie jestem osamotniona w moich poglądach. Zachęcam do poczytania artykułów pod linkami:

https://opinie.wp.pl/zuzanna-ziemska-zarazeni-glupota-czy-ludzkosc-ma-sie-czego-obawiac-6129329257048193a

http://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/%C5%9Broda-za%C5%82amana-wynikami-sonda%C5%BCu-%E2%80%9Eod-tego-kraju-to-si%C4%99-chyba-i-b%C3%B3g-i-rozum-odwr%C3%B3ci%C5%82%E2%80%9D/ar-BBD6lV2?li=AAaGjkQ&;ocid=spartandhp
 

 
"Jedyny rodzaj godności, który jest prawdziwy, to ten, którego nie zdoła pomniejszyć brak szacunku innych. Nie pomniejszysz majestatu wodospadu Niagara, plując na niego.' ("Modlitwa żaby" cz.II, A.de Mello SJ)

Dużo uśmiechu i miłości na zbliżające się święta - w zdrowiu, spokoju i radości.

Polecam teksty pod linkami:

http://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/opinie/najsztub-pyta-jak-%c5%bcy%c4%87-w-czasach-politycznej-frustracji/ar-BBzPlnk?ocid=spartandhp

http://www.medonet.pl/zdrowie,post-i-minimalizm--wojciech-eichelberger-o-wielkanocy,artykul,1723073.html

 

 
Obserwując rzeczywistość, odnoszę coraz większe wrażenie, że jestem manipulowana. Oczywiście, mam własne zdanie na ocenę tej rzeczywistości, manipulatora mam zdiagnozowanego. Czuję jednak bezradność, bo co mogę zrobić, aby to zmienić, kiedy słyszę z różnych trybun, że ludzie moich poglądów to zdrajcy gorszego sortu, a kobiety najlepiej niechaj idą do diabła, bo mają czelność mieć swoje zdanie, nie lękają się zająć swojego stanowiska w różnych dziedzinach życia i stają w poprzek, kiedy ktoś próbuje sterować ich sumieniem i je kontrolować za pomocą kar rodem ze średniowiecza.
Nagle wraca etos Konrada i jego ideowego współbrata - Konrada Wallenroda rodem z romantyzmu. Tyle tylko,że czasy już nie te i świadomość człowieka nieco inna.
Jaka jest na to rada? Robić swoje, mieć odwagę do głoszenia swoich poglądów - oczywiście z szacunkiem dla interlokutora i odwagą mówienia "nie" jako reakcją na głupotę oraz spokojnie czekać, aż zadziała zasada równowagi: Wszechświat poradzi sobie z tymi, co ją naruszają. A zło, które jest szerzone, wróci do jego siewców. Wszak dostajesz, co dajesz.
Cóż - historia od wieków pokazuje, że pycha kroczy przed upadkiem. Nikt i nic wieczne nie jest.

Po czym poznać manipulatora?
1)Kłamie
Pamiętaj: Manipulator nigdy nie ma wyrzutów sumienia, gdy kłamie.
2)Nie mówi o sobie, tylko o tobie. Odpowiada pytaniem na pytanie
Pamiętaj: Manipulator na niewygodne dla niego pytania zawsze odpowiada pytaniem.
3)Wszyscy są winni oprócz niego
Pamiętaj: Manipulator nigdy nie widzi winy w sobie.
4)Nie dotrzymuje obietnic
Pamiętaj: Manipulator dużo obiecuje, ale nigdy nie dotrzymuje swoich obietnic.
5)Nie pozwala ci odejść
Pamiętaj: Manipulator zawsze będzie mówił, że bez ciebie sobie nie poradzi.
6)Rzadko mówi wprost
Pamiętaj: Manipulator nigdy nie mówi wprost o tym, co jest przyczyną jego nastroju
7)Skłóca ludzi ze sobą
Pamiętaj: Manipulator zawsze będzie powtarzał, że zna się na ludziach, jak nikt inny.
8)Lubi dołować innych
Pamiętaj: Manipulator zrobi wszystko, by pogorszyć twój nastrój, wtedy łatwiej mu manipulować
9)Komplementuje od czasu do czasu
Pamiętaj: Manipulator wykorzystuje twoje słabości, mówi to, co chcesz usłyszeć.
10)Musi być lepszy
Pamiętaj: Manipulator musi mieć poczucie, że jest zawsze lepszy od ciebie.
 

 
"Głupiec myśli, że ma dość rozumu
Mędrzec wie, jak wiele mu brakuje"
Szekspir

Wszystkim Polakom, przede wszystkim politykom,życzę więcej dojrzałości emocjonalnej, umiejętności radzenia sobie z gniewem i szukania konstruktywnych rozwiązań oraz wynikającej z tych umiejętności drogi do kompromisu, bez którego porozumienie w każdym konflikcie jest niemożliwe.
Zachęcam do poczytania - linki poniżej.

http://opinie.wp.pl/bogdan-de-barbaro-polsce-przydalby-sie-psychoterapeuta-6071039245206657a

http://opinie.wp.pl/prof-jerzy-vetulani-zachowanie-polskiego-rzadu-jest-niekatolickie-6072300849713793a
 

 
Zawsze bałam się przemocy - w każdej jej formie, ponieważ czuję się bezradna w jakichkolwiek jej przejawach. Jak widzę, nie tylko ja. Pozwalam sobie zacytować wiersz Wiktora Woroszylskiego. Nic dodać, nic ująć!

PAŃSTWA FASZYSTOWSKIE

Niedługo po wojnie 1914–1918 w Europie powstały pierwsze
państwa faszystowskie W tych państwach
słońce wschodziło i zachodziło o normalnej porze opromieniając
dachy domostw i wzgórz zieloną spadzistość W oborach
łagodnie ryczało bydło Matki o świcie
budziły dzieci całując je w czoło Ojcowie wracając z pracy
ze znużeniem radosnym w kościach wdychali
dym domowego ogniska zaś po obiedzie
zasypiali w fotelu bądź też majsterkowali wytrwale bądź też
muzykowali z zapałem Dzieci
bawiły się w klipę w klasy i w chowanego Małym
dziewczynkom rosły piersi i dziewczynki z dnia na dzień
zamieniały się w duże dziewczyny wypełnione szeptem
szmerem jak drzewa w lesie chichotem nagłym na którego
dźwięk chłopcom zasychało w gardle W letnie wieczory
na firankach podświetlonych od wewnątrz schodziły się cienie
rozchodziły i znów schodziły miłośnie Zaś zimą
kochankowie łowili ustami parę z ust w ośnieżonych ogrodach
I jeszcze
można wspomnieć o kotach wyginających się w kabłąk o wróblach
wzlatujących nad jezdnią o staruszkach na przyzbie o kwiatach
ciętych i doniczkowych o pielęgniarkach
podających chorym termometr o ludziach z miotłą
zamiatających ulice O drewnie
rozsychającym się bruździe w polu wilgotnej wietrze
w zaroślach I jeszcze można
wiele wymienić zjawisk świadczących że
Albowiem nie było znaków na niebie komet żałobnych
wody w krew zamienionej krzaków płonących albowiem
życie biegło zwyczajnie więc naprawdę w państwach tych
wielu było
ludzi zwyczajnych i ludzi dobrych i takich którzy
nie wiedzieli o niczym i którym
nie przychodziło na myśl i którzy
nie czuli się współwinowajcami i którzy
nie mieli z tym nic wspólnego i którzy nawet
nie czytali gazet lub też czytali niedbale zajęci
myślami o tym że trzeba naprawić
przeciekający dach oddać
buty do szewca oświadczyć się wypić
kufel piwa wymieszać farby zapalić świeczkę i którzy
naprawdę nie dostrzegali strachu w oczach sąsiada nie
słyszeli drżenia w głosie pytającego o drogę nie
dostrzegali różnicy nie słyszeli
głosu w sobie albo skoro
domyślali się czegoś nie mogli nic zrobić i pocieszali się
mówiąc My przynajmniej
nie robimy nic złego żyjemy jak żyliśmy zawsze Co było prawdą
A jednak były to
państwa faszystowskie
 

 
„Panie, za­chowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy te­mat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek. Uczyń mnie poważnym, lecz nie ponurym, czynnym, lecz nienarzucnjącym się”.

Ten fragment modlitwy św. Tomasza z Akwinu znajduje się przy jego grobie w Tuluzie. Znajduję w łych słowach pokorę dla moich i innych ludzi słabości. Uświadamiają mi, że w tym świecie dane zostało mi cenne życie wraz z więzami, które łączą mnie z rodzicami, rodzeństwem, nauczycielami i uczniami, przyjaciółmi i znajomymi. Do spełnionego życia będzie mnie prowadzić szlifowanie samej siebie w takich właśnie związkach i doskonalenie samej siebie poprzez własne wysiłki. Nigdy więcej nie powtórzy się moje życie w takim samym wymiarze. Dlatego cenię sobie z całego serca związki z ludźmi, które zostały mi dane. Nie muszę wyrażać swoich opinii. Nie muszę błyszczeć. Nie muszę za wszelką cenę zaznaczać swojego istnienia. Po prostu jestem obecna. Ze szczerością i uwagą słucham innych, często wzruszając się ich opowieściami. Ludzie bowiem gromadzą się wokół tego, kto ich naprawdę słucha. Pamiętam, że to, co daję, zostanie mi zwrócone, a zemsta na wrogach uderzy we mnie. Nie jestem pochlebcą, nie kłaniam się innym w pas. Uczciwie i z dumą wyrażam siebie słowami, czynami i postawami. Nie odpowiadam arogancją na arogancję, sarkazmem na sarkazm, pogardą na pogardę. Bez względu na to, jak inni zachowują się wobec mnie, zawsze staram się odpowiadać miłością, ciepłem i życzliwym sercem. Nie lituję się nad chorymi, samotnymi, czy słabymi, Każdy z nich ma swoją dumę, a litość wywołuje przeciwną reakcję. Ludzie chorują i są nieszczęśliwi, ponieważ nie chcą otworzyć się na innych i trwają w zamknięciu. Tak, jak wszyscy, pragną wyzwolić swe serce. Aby to mogło nastąpić, ważne jest, żeby nie ranić ich dumy.
Inni to inni, ja to ja. Nie porównuję siebie z innymi. To daje mi wolność. Gdy inni mnie ranią, znieważają lub robią ze mnie głupca, nie obrażam się na nich. To się na nic nie zda. Za to staram się wyjaśnić, dlaczego mi to robią. Nie tłumaczę się. Przyznaję się z pokorą do swoich błędów i przepraszam, gdy kogoś ranię. Nie przerzucam na innych odpowiedzialności za swoje czyny. Nie ranię samej siebie ani innych niepotrzebnie, wyolbrzymiając błędy, które ja, czy ktoś inny popełnił. Natomiast staram się w innych dostrzegać ich dobre cechy. Przebaczenie zawsze niesie ulgę. Uwalnia moje serce od nienawiści, prowadzi mnie ku wolności i pokojowi. Może się wydawać, że aktu przebaczenia dokonuję dla dobra innych, ale w rzeczywistości dokonuję go wyłącznie dla siebie: oznacza to wygnanie z serca antypatii, gniewu i wrogości.
Mam przyjaciół, przed którymi mogę z zaufaniem otworzyć serce i podzielić się swoim bólem tak, jak oni dzielą się ze mną swoim. Mam do nich zaufanie, które można mierzyć szczerością. Zaufania nie można zastąpić perfekcyjnością w pracy, bystrym intelektem ani głęboką wrażliwością. Zaufanie wzbudzają ci ludzie, którzy mają charakter i odnoszą się do innych z niezachwianą szczerością. Brak przyjaciół, samotność są stanem niespełnienia serca. Jeśli wnoszę coś w życie innych, nie odczuwam w sercu samotności. Kiedy rozumiem cudze serce, wtedy mogę poznać swoje prawdziwe Ja. Wiem, że moje myśli kreują moje życie: jak myślę, takim człowiekiem się staję, To moje własne nastawienie, mój sposób patrzenia na rzeczy sprawia, że coś się pogarsza albo wydaje się gorsze, niż jest. Pamiętam, że rzeczy mają złe strony, gdy ja je tak spostrzegam. Zło nie istnieje. Wszystko z natury swojej jest dobre i ode mnie tylko zależy, co z tym zrobię, i czy dobro nie zmieni się w zło.
Usiłuję walczyć z moimi negatywnymi emocjami, unikając stwierdzeń: „do niczego", „nie da się", „Nie!", „nędzny", „głupi", „nie lubię", „chcę umrzeć", itp. Zamieniam je na emocje pozytywne, Myślę więc: „na pewno mi się uda"; „lubię wszystkich"; „będę pożyteczna dla innych"; „wszystko z pewnością zmieni się na lepsze"; „wszystko w porządku"; „wydostanę się z tego”; „nigdy nie będę uciekać przed problemami"; „stawię czoła sytuacji”. Jeżeli zawsze będę obawiać się porażki, na pewno przegram. Jeżeli będę starać się myśleć o rzeczach radosnych i dających szczęście, zachowywać się tak pogodnie, jak tylko się da, to z pewnością pewnego dnia stanę się szczęśliwa.
Każda myśl, czyn albo słowo, które wyślę w świat, trwa wiecznie. Takie jest prawo tego świata. Myśli, czyny i słowa mają moc przyciągania wszelkich elementów niezbędnych, aby stały się one konkretną rzeczywistością. To one są odpowiedzialne za mój los - dobry, czy też zły. Ostre słowa, nawet wypowiadane dla czyjegoś dobra, wywołują u ludzi negatywne reakcje. Dlatego kultywuję empatię, aby umieć zrozumieć ból innego człowieka. Mówienie wyłącznie słów miłości oznacza, że ich energia działa w kierunku tego, co pozytywne. Oznacza to mówienie o szczęściu, pomyślności i zdrowiu, a unikanie mówienia o nieszczęściu, chorobie, ubóstwie itp. Słowo żyje, jest energią.
Staram się nie żyć przeszłością. Każde jutro jest absolutnie nowe, a przyszłość właśnie się zaczyna. Jeśli jednak ograniczę się własnymi myślami i uczuciami, jeśli nie zechcę przebaczać i będę stale odświeżać wspomnienia tego, co było - to nigdy nie zaznam prawdziwego spokoju. Przeszłość minęła bezpowrotnie. Dzień dzisiejszy jest rezultatem dnia wczorajszego, a zarazem przyczyną jutrzejszego. Każda chwila jest nową chwilą. Żeby żyć, nie wolno mi ani na moment tracić nadziei. Muszę zrobić wszystko, aby zrealizować swoje nadzieje. Gdy jestem blisko ich utraty, pamiętam, że moje nadzieje nigdy mnie nie zdradzą. To tylko ja mogę je zdradzić poprzez ich zaniechanie. Tak jak marzenia, nadzieje spełniają się wtedy, gdy nie będę się tego spodziewać - ich spełnienie jest absolutnie pewne. Nadzieje i marzenia uruchamiają odporność na zło. W momencie, gdy się poddam, wszystko się zawali.
Każda istota ludzka poszukuje miłości, pragnie być zrozumiana. Nic tak nie boli, jak brak miłości i zrozumienia ze strony innych. Jeśli taki stan trwa zbyt długo, tracimy nadzieję. A bez niej żyć nie można. Bycie kochanym daje prawdziwą radość i nadaje życiu sens. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy ja potrafię kochać i rozumieć innych. Najpierw trzeba dać, aby móc dostać.
Wszyscy możemy pójść taką drogą życia, na jaką się zdecydujemy. Będziemy szczęśliwi, jeśli tylko zechcemy. Zdobędziemy tyle, ile zechcemy. Będziemy zdrowi, jeśli tak postanowimy. Rzeczy niemożliwe mogą się spełnić nawet poprzez ich niespełnienie. Uświadamiam sobie swoje ograniczenia i mam odwagę przyznać się do nich. Nie boję się powiedzieć: nie wiem, błądzę, pomyliłam się, przepraszam. Tę odwagę i garść refleksji, z którymi odważnie dzielę się z innymi, zaczerpnęłam właśnie ze słów św. Tomasza z Akwinu.
 

 
No i proszę - jest odpowiedź PKP Intercity. W ubiegłym roku, kiedy pisałam do nich podobną skargę, otrzymałam takąż samą okrągłą odpowiedź. Pewnie mają schemat - miło, uprzejmie, aby pozbyć się upierdliwego klienta. Tyle tylko, że bajzlu, braku kompetencji i traktowania klienta, jak zło konieczne , nie zastąpią żadne wymuskane tabory wagonów. W tym przypadku ryba psuje się od głowy - to z nią trzeba najpierw zrobić porządek.
Poniżej odpowiedź PKP Intercity
-----------------------------------------------

Szanowna Pani,
W imieniu PKP Intercity S.A. serdecznie dziękujemy za korespondencję.
W imieniu Spółki PKP Intercity serdecznie dziękuję za czas poświęcony na kontakt z nami i nadesłane uwagi. Opinie naszych Klientów są dla nas niezwykle cenne, gdyż dają nam możliwość ciągłego doskonalenia poziomu obsługi Podróżnych i wprowadzania zmian na lepsze.

Uprzejmie informujemy, że systematycznie wprowadzana jest modernizacja starych wagonów, a także w miarę posiadanych środków finansowych dokonywany jest zakup nowych o wysokim standardzie i wysokim stopniu niezawodności eksploatacyjnej.
Mamy nadzieję, że nowe, niezawodne wagony przyczyniają się do satysfakcji naszych Podróżnych, dzięki którym istniejemy na rynku przewozowym. Niemniej jednak prosimy o zrozumienie, że jest to proces długofalowy wymagający znacznych zasobów finansowych.

Pani uwagi zostały przekazane do odpowiedniej jednostki administracyjnej w naszej Spółce, tj. do Biura Utrzymania Pociągów, w celu weryfikacji.

Bardzo przepraszamy za utrudnienia i prosimy o przyjęcie naszych wyjaśnień.

Podczas prowadzenia korespondencji, proszę skorzystać z opcji "odpowiedz" i nie usuwać wcześniejszego zapytania i odpowiedzi.

Z poważaniem,
Sylwia Peciak
Konsultant Infolinii PKP Intercity
 

 
W ubiegłą sobotę musiałam odbyć podróż pociągiem. Nie po raz pierwszy wybrałam pociągi PKP Intercity – wygodniej, szybciej, z większą kulturą. Niestety, to były tylko moje pobożne życzenia. Już samo wsiadanie do pociągu i wysiadanie z niego to nie lada wyzwanie nawet dla sprawnego fizycznie człowieka. A co ma powiedzieć na to wszystko osoba niepełnosprawna? Ponoć może poprosić o pomoc w tych manewrach konduktora. Tak się więc też i stało. Konduktor obiecał przyjść i pomóc przy wysiadaniu osobie niepełnosprawnej, chociaż próbował negocjować swoją aktywność zawodową, zasłaniając się nawałem pracy, której – notabene – nie miał za wiele, bo sprawdzał bilety i w każdej chwili to sprawdzanie mógł przerwać. Oczywiście, nie zjawił się. Na szczęście, znaleźli się uczynni rodacy, który z własnej inicjatywy pomogli wspomnianej tu osobie wysiąść. Ale to nie koniec peturbacji w podróży. Nasza bohaterka miała przesiadkę – duży węzeł kolejowy w Polsce, pociąg dalekobieżny relacji Katowice-Ustka. Należałoby się spodziewać, że przynajmniej warunki podróży będą podobne do tych z poprzedniego pociągu (międzynarodowego). Z uwagi na przeżyty dysonans poznawczy nasza bohaterka pozostaje do tej poryw szoku, że tak można potraktować drugiego człowieka. Pociąg z kategorii tych, którymi podróżowało się we wczesnym PRL-u: zapchane tłumem podróżnych korytarze i toalety, chociaż w informacji i komunikacie wygłaszanym przed odjazdem pociągu na dworcu wyraźnie stoi, że pociąg jest objęty rezerwacją miejsc. Na drzwiach napisy z tamtej epoki: wagon dla niepalących. A drzwi otwierane wajchą, do ruszenia której potrzeba nie lada siłacza oraz tzw.schodek, który odjeżdża razem z otwieranymi drzwiami i podróżny otwierający te drzwi zawisa rozpięty między wajchą, a podłogą wagonu. Na szczęście – przy wsiadaniu i wysiadaniu znowu pomogli uczynni rodacy, bo tym razem pani konduktor też nie obchodziły dalsze losy osoby niepełnosprawnej.
A wczoraj znalazłam w internecie tekst, który pozwalam sobie przytoczyć w całości. Z góry przepraszam autora tego tekstu, że nie podaję jego nazwiska, ale nie skopiowało mi się i nie mogę go znaleźć, aby to uczynić.
„ Wysokie schody, kaczka zamiast toalety. Niepełnosprawni upokorzeni w pociągu
Polskie Koleje Państwowe od lat starają się przekonać, że nie dzielą pasażerów na lepszych i gorszych, i są przyjazne niepełnosprawnym. Jednak horror, jaki przeżyła grupa uczestników turnusu rehabilitacyjnego dowodzi, że jest wprost przeciwnie. 

-Nie rozumiem, jak kolej w XXI wieku może funkcjonować w taki sposób. Nie jestem w stanie tego pojąć! - mówi Marcin Telinga, który razem z resztą grupy jechał przez kilka godzin w wagonie bez toalety i był wciągany do pociągu przez matkę.

Dominika urodziła się z porażeniem mózgowym. Mimo prowadzonej od wielu lat rehabilitacji, nie jest w stanie radzić sobie z wieloma czynnościami, dlatego wymaga stałej opieki.

24-letni Marcin, podobnie, jak Dominika, od urodzenia cierpi na dziecięce porażenie mózgowe. Jego mama, podobnie jak inni rodzice, doskonale wiedziała, że do podróży trzeba się dobrze przygotować. Już dwa miesiące przed planowanym wyjazdem z Gliwic do Słupska mama Dominiki wysłała do PKP odpowiednie formularze z prośbą o podstawienie wagonu dla osób niepełnosprawnych. Ta prośba została spełniona. Jednak tuż po wejściu do pociągu pojawiły się kłopoty.

-Tyle poszło pism i maili, a na miejscu okazało się, że ktoś zarezerwował miejsca dla dwóch osób na wózkach w innym wagonie niż dla ich opiekunów - opowiada mama Marcina, Regina. Na szczęście problem udało się rozwiązać: kierowniczka pociągu znalazła miejsca dla Marcina i jego mamy.

Prawdziwa gehenna czekała jednak w drodze powrotnej: na dworcu w Słupsku okazało się, że podstawiony pociąg w ogóle nie ma wagonu 13, którym miała podróżować grupa! Te zaś, które podstawiono, nie były przystosowane dla osób niepełnosprawnych.”

Podejrzewam, że chodzi o podobny pociąg i to tej samej relacji, którym podróżowałam - tyle tylko, że w przeciwną stronę. Zaczynam się już bać drogi powrotnej, czekającej mnie za dwa tygodnie. Szczególnie boję się opcji wsiadania do i wysiadania z pociągu. Czy znajdą się usłużni rodacy, którzy będą służyć pomocą?
Przypomina mi się podróż pociągiem z ubiegłego roku na trasie Elbląg-Słupsk (pociąg też dalekobieżny bodajże relacji Olsztyn-Szczecin) z dwoma rowerami. Pociąg miał posiadać przedział na rowery. Niestety, nie posiadał. Przyjechał skład starych, pulmanowskich wagonów, z wąskimi wejściami, takimiż korytarzami, a rowery na wcisk podróżowały wciśnięte między wejściem do toalety, a przejściem do następnego wagonu. Na korytarzach podróżował tłum ludzi, chociaż w pociągu obowiązywała rezerwacja miejsc.
Jak widzę, nic od wielu lat nie zmienia się w PKP, a więc i w intercity. Dalej zwykli ludzie podróżują w warunkach jak z minionej epoki, chociaż tyle się słyszy o modernizacji polskiej kolei. Nie wiem, na jakich trasach trwa ta modernizacja, bo na tej z południa Polski nad morze i z powrotem nadal jeżdżą stare „trupy”, które chociażby ze względu na bezpieczeństwo podróżnych już dawno powinny być złomowane. Czy to się kiedyś zmieni? Może dobra zmiana sięgnie i tej dziedziny życia, aby wizja podróży nie stanowiła dla wielu ludzi przyczyny stresu i lęku przed wyjazdem, który wymaga jazdy pociągiem? Jak na razie, remedium nie widać!!!
 

 
Lekarz to zawód publicznego zaufania. Kiedy chorujemy, oczekujemy właśnie od nich zrozumienia i udając się do nich na wizytę, wierzymy, że wyzdrowiejemy, że człowiek w zawodzie lekarz okaże się fachowcem i nas nie skrzywdzi. Niestety, wielokrotnie bywa inaczej.

Sytuacja pierwsza
--------------------------
Człowiek w starszym wieku, po drugim zawale serca i zabiegu koronografii, udaje się do tzw.lekarza rodzinnego, który w jego miejscu zamieszkania zmienia się statystycznie trzy razy w roku. Z panią doktor zobaczy się po raz pierwszy, bo poprzednia lekarka, z którą miał świetny kontakt, odeszła. Ponoć nie miała dobrych notowań wśród władz miasta. Wieść gminna głosi, że przeszła na emeryturę. Tyle tylko, że pracując w przywoływanym tu ośrodku zdrowia, na emeryturze już była i pracowała, bo lubiła pomagać ludziom. Pytanie, dlaczego jej już nie ma? Może stała się ofiarą jakiejś intrygi, a może sama miała już dosyć intryg? Jej fachowość i prawidłowe podejście do pacjenta zamieniono na kogoś, kto ma poważny problem z relacjami z drugim człowiekiem. Wracając do sprawy – wspomniany pacjent potrzebuje skierowania na podstawowe badania krwi zalecone przez lekarza-specjalistę, z którymi powinien stawić się do tegoż specjalisty na wizytę kontrolną i skierowanie do lekarza-pulmunologa (pacjent przez wiele lat nie kontrolował stanu swoich płuc i taką kontrolę zalecił mu lekarz-kardiolog w celu stwierdzenia lub wyeliminowania astmy oskrzelowej. Spotkał się ze zdziwieniem pani doktor w stylu „po co to panu?”). „Bezczelny pacjent upiera się, aby te skierowanie otrzymać i w końcu je otrzymuje. Czyli co – wymusił je, bo miał taki kaprys? Już na wstępie pani lekarz oznajmia pacjentowi, że ma dla niego tylko 10minut, skierowania na wspomniane badania nie da, bo nie zamierza ich opłacać ze swoich pieniędzy (!!!!), wpisuje w kartotekę pacjenta nieprawdziwe dane z pomiaru ciśnienia (w trakcie pomiaru mówi, co jej wyszło, a wpis tego nie potwierdza), a na koniec swoich bazgrołów, które wyraźnie wskazują na jej osobowość wymagającą terapii, wali tekst (cytuję: pacjent „narzuca” swoje potrzeby) z pozycji psychiatry. Te 10 minut, które miała dla pacjenta nie powinny obejmować oceny jego postawy. Pacjent jest chory, a ona ma mu pomóc, bo taka jej rola; to ona jest dla pacjenta, a nie on dla niej. Nie po raz pierwszy innych oceniamy z własnej pozycji – to pani lekarz narzuca swoje chore i chyba niezrealizowane ambicje pacjentowi i nawet nie potrafi w kulturalny i ludzki sposób sprostać kontaktowi z chorym człowiekiem. Zapomina, że sama kiedyś może znaleźć się w podobnej sytuacji. Co ma zrobić pacjent? Zapłaci za to badanie, robiąc je w trybie tzw.prywatnym, choć całe swoje życie płaci ubezpieczenie, nie chorował do tej pory i ktoś z jego pieniędzy korzystał. Czy to jest normalne?

Sytuacja druga
----------------------
Dziewiętnastolatka udaje się na pobranie krwi. Mdleje, spada z krzesła, uderza głową o kafelkową podłogę, ma siną twarz i potężnego guza na czole. Pielęgniarka nie wzywa obecnego gabinet dalej lekarza rodzinnego, tylko próbuje poradzić sobie sama, pewnie z lęku przed konsekwencjami. Na drugi dzień matka dziewczyny udaje się do tego lekarza i opowiada mu o całej sytuacji. Spotyka się z arogancją lekarza i próbą zamiecienia całej historii pod dywan. Lekarza nie interesuje, czy dziewczyna mogła ulec poważnej kontuzji, może by wykonać tomograf albo chociaż ją obejrzeć, czy nie ma objawów wstrząśnienia mózgu, itp. Oby tylko mieć święty spokój i uniknąć odpowiedzialności.

Sytuacja trzecia
-------------------------
Lekarz-psychiatra ordynuje mieszkance domu pomocy społecznej leki, które po pół roku przyjmowania robią z niej bezwolną istotę. Z osoby pełnej energii i motywacji do działania, staje się człowiekiem wycofanym, nie ma chęci do jakiekolwiek aktywności, wycofuje się z życia społecznego. Dodatkowo, ze zgrabnej dziewczyny, staje się otyłą, mającą trudności z kontaktem z innymi, człowiekiem. Psychiatra na zwróconą mu uwagę, że coś jest nie tak, bo pogorszyła się jakość życia tej osoby i leki są za silne dla niej, odpowiada agresywnie, że to szczyt arogancji, jak ktoś niebędący lekarzem lub pielęgniarką i to dyplomowaną, zwraca mu uwagę na nieprawidłowość leczenia. I tylko to jest dla niego najważniejsze – jego lekarska ambicja, a nie fakt, że zaordynowane przez niego leczenia powinno poprawić pacjentce jakość życia, a nie ją otumanić, sprowadzając ją do funkcji jedzenia i wydalania li tylko. W myśl jego „etyki” zawodowej człowiek niebędący lekarzem nie ma prawa kwestionować zleconego leczenia; lekarz jawi się jako władca życia i śmierci, w dodatku nieomylny.

Sytuacja czwarta
----------------------------
Pacjent zjawia się w szpitalu ze skierowaniem lekarza rodzinnego. Ma problemy z sercem. Na dyżurze jest lekarz, który odmawia mu przyjęcia na oddział, ordynuje jakieś leki i rozpościera przed oczami przerażonego pacjenta wizje kardiowersji. Tenże lekarz zapomina, że kardiowersji nie powinno się robić bez ustalenia, czy pacjent nie ma problemów z zatkanymi żyłami, a jeśli ma, to oczywistym jest fakt, że kardiowersja zwyczajnie go zabije. Tenże lekarz sugeruje, że gdyby pacjent należał do zespołu pacjentów konkretnego lekarza rodzinnego, to oczywiście byłoby to dla pacjenta korzystniejsze (???!!!).Pacjent wraca do domu, a po dwóch miesiącach ma zawał serca, z którego ledwo uchodzi z życiem.

Takich przykładów można by mnożyć bez końca. Chodzi o to, że wielu lekarzy uważa siebie i swoją profesję za jakąś wyjątkową. Czują się panami życia i śmierci, więc wydaje im się, że mają nieograniczoną władzę nad drugim człowiekiem. Przy czym siebie stawiają na piedestale władzy absolutnej, bo to oni kończyli odpowiednie studia i tylko oni mają wiedzę właściwą do decydowania o innych. Otóż, nie, drodzy panie i panowie lekarze!!! Żyjemy w takich czasach, że każdy człowiek ma dostęp do informacji – w zasadzie nieograniczony. O chorobach i ich leczeniu można poczytać również w książkach. Wreszcie – każdy przytomny i troszczący się o siebie pacjent czyta ulotki leków, które mu lekarz ordynuje. Czy to źle, kiedy w rezultacie próbuje z lekarzem dyskutować? W końcu chodzi o jego zdrowie i życie, a nie o targowanie się o jakieś nieistotne argumenty. To zadaniem lekarza jest przekonać pacjenta do ordynowanego mu leczenia również poprzez stworzenie sytuacji wzajemnego zaufania i wiary pacjenta w wiarygodność i fachowość lekarza. Jeśli lekarz twierdzi, że pacjent narzuca mu swoje potrzeby, to chyba nie jest na właściwym miejscu zawodowo. Wszak pacjent po to przyszedł do lekarza, aby te potrzeby wyartykułować, bo do kogo ma iść w przypadku choroby?
Nie znaczy to, że wszyscy lekarze są tacy, jak tu opisano. Są i tacy, którzy naprawdę wybrali swój zawód z powołania – bo chcą pomagać innym ludziom w cierpieniu i chorobie. Znajdują czas na rozmowę z pacjentem, ponieważ wiedzą, że tak naprawdę pacjent sam im powie, co mu dolega i sam wyartykułuje swoje potrzeby. Ich rolą jest weryfikacja tych informacji z wykorzystaniem właśnie wiedzy, którą uzyskali w czasie studiów.
Reasumując: Boże chroń nas przed zakompleksionymi lekmedami, a stawiaj na naszej drodze LEKARZY!!!!.
 

 
Niechaj spełnią się marzenia i nadzieje, które niosą ze sobą święta Bożego Narodzenia i nadchodzący Nowy Rok! Wszystkiego najlepszego!
 

 
Z takim hasłem na ustach rozpoczął pewien człowiek w pewnym mieście moszczenie sobie swojego zarządzającego gniazdka na poziomie wspólnoty mieszkaniowej. Życie pokazuje po raz kolejny, że nic tak nie deprawuje jak władza. Zaczęło się więc jej nadużywanie. Najpierw pojawiła się niechęć do powiadamiania członków wspólnoty o tym, co się dzieje – zatajanie uchwał podejmowanych głosami nic nierozumiejącej większości przy wykorzystaniu nieobecności tych, co rozumieją oraz nieuwzględnianiu ich głosu zgodnie z przepisami. Krok następny to manipulacja treściami komunikatów, posługiwanie się plotkami wręcz wstrętnymi w swojej treści, aby zdezawuować wartość człowieka, który nawoływał do zachowania rozsądku i opamiętania. Obserwacja współczesnego społeczeństwa pokazuje wyraźnie, że nie dorośliśmy do demokracji w jej rozumieniu w taki sposób, że teraz tylko od nas zależy, jak będziemy dysponować tym, co posiadamy – w sensie materialnym i duchowym. Nadal w sposób nieprzemyślany i często nierozumny dysponujemy swoim podpisem, a dopiero gdy pojawią się konsekwencje, jesteśmy zdziwieni, że musimy je ponieść (np. wypowiedź: „to co dzisiaj podpisujemy?”; oczywiście – bez uprzedniego zapoznania się z treścią, pod którą swój podpis złożyć zamierza autor tej wypowiedzi). Niestety, niektórych myślenie boli. Za żadne skarby nie przyznamy się, że zachowujemy się tak, bo czegoś nie wiemy, nie rozumiemy. Minione lata i polityczne zawirowania przyzwyczaiły nas do tego, że aby nie mieć problemów (???), lepiej zachować konformistyczną postawę i nie wychylać się ze swoimi poglądami poza przeciętność. Brak w nas odwagi na tupnięcie nogą, przeciwstawienie się faktowi, że ktoś nas oszukuje, że w naszym imieniu podejmuje złe decyzje, które godzą w nasz interes. A jeśli jest to interes prawny, to nie mamy odwagi, aby sprawę skierować do sądu. I w ten sposób panoszy się wokół nas postawa człowieka, który publicznie obiecuje co innego, a w działaniu prezentuje przeciwstawne postawy. Wykorzystuje do tego swoje stanowisko, bo wydaje mu się, że jak ma władzę, to wolno mu wszystko. Nie rozumie, że na każdym kroku łamie przepisy i w końcu to się na nim zemści. A władzy w tym przypadku żadnej nie posiada - jest tylko reprezentantem woli swoich sąsiadów i to w taki sposób, aby zadowolić wszystkich, a nie tylko tych głosujących jako większość. Narazie jest na wozie, z pozycji którego daje sobie prawo do obrażania tych, którzy pokornie nie składają podpisów tam, gdzie im każe i głoszą o jego nieprawościach innym. Nazywa ich – w cztery oczy, oczywiście, bez świadków – obelżywymi przezwiskami rodem z minionej epoki. Cóż – innych oceniamy w kategoriach myślenia o sobie. Zapewne autor tej wypowiedzi tak widzi swoją przeszłość – wszak wychował się w poprzedniej epoce i wykonywał zawód, który wymagał wsparcia odpowiednich resortów, ponieważ był on związany z częstymi wyjazdami tego człowieka za granicę. Najgorsze jest to, że obecnie to on prezentuje postawę z ubiegłej epoki – nie toleruje ludzi, którzy mają inne zdanie; nie mieści mu się w głowie, że ktoś może wiedzieć więcej, niż on, chociaż okazuje się, że bardzo chętnie wykorzystuje wiedzę lżonego przez niego człowieka w praktyce. Nieświadomie, czy też z pełną świadomością, podpisuje się nie pod swoimi treściami, bo sam nie wpadłby na nie – po prostu nie posiada wiedzy i inteligencji, do których braku nigdy nie przyzna się przed sobą, a cóż dopiero przed innymi. Co nim kieruje? Lęk, ponieważ jego działania i życiowe decyzje nie są czyste – dokonał zaboru cudzego mienia, wszyscy o tym wiedzą, a on z uporem maniaka twierdzi, że miał i ma takie prawo i wcale nie musi za to, co sobie ot tak po prostu wziął, zapłacić. I nawołuje do podobnej postawy innych. Nie zauważa, że wykorzystuje swoje stanowisko do uprawiania prywaty, czyli zwyczajnej korupcji.
Czy można coś zrobić z taką postawą, która nie ma nic wspólnego z prawem i sprawiedliwością? W jaki sposób przeciwdziałać takim poczynaniom – wszak wokół nas są one ostatnimi czasy bardzo widoczne i to w każdej skali społecznego wymiaru?
Nic o nas bez nas ewaluowało w TKM (teraz k….. my), czyli wszystko o nas, ale bez nas.
Głęboko wierzę w zasadę zachowania równowagi we Wszechświecie – każde jej naruszenie powoduje zwrot energii, którą w niego wpompowaliśmy.
Człowiek, o którym tu mowa i jemu podobni, odbiorą swoją zapłatę za to, że krzywdzą innych. Dostaną, co dali.
 

 
W polskiej TV obejrzałam program o ludziach, którzy w czasie świąt słyszeli zza ściany swojego mieszkania jęki dochodzące od sąsiada. Sąsiad jęczał w pierwszy dzień świąt, jęczał w drugi... dzień po świętach przestał. Wówczas zaniepokojeni brakiem jęków ludzie udali się do... straży miejskiej z zawiadomieniem, że sąsiad jęczeć przestał. Straż miejska wyważyła drzwi mieszkania i zastała zwłoki człowieka, który - jak orzekła autopsja - nie żył od kilkunastu godzin.
Podobnej historii dotyczył mój świąteczny wpis. Zaangażowany w pracę pewnej grupy człowiek nie pojawił się na zebraniu tej grupy. Nikt z nich nie zainteresował się, co się stało; nikt z tych bogobojnych, prezentujących na co dzień postawę empatii i zaangażowania w dobro bliźniego ludzi nie zapukał do drzwi jego mieszkania i nie zapytał, co się dzieje. Wielu z tej grupy dużo zawdzięcza temu człowiekowi - bardzo szybko o tym zapomnieli. Mało tego - zrobili wszystko, aby wśród członków grupy pomniejszyć jego zasługi, które przypisali sobie, a jego obwinili za swoje niepowodzenia, wynikające z ich zwyczajnej głupoty. Jak u Orwella - nic tak nie deprawuje, jak władza. Jakakolwiek. A przecież mogło być tak, jak na przytoczonym tu wyżej przykładzie.
Bez komentarza.
 

 
I kolejne święta – jakoś dziwnie szczególne dla mnie. Z jednej strony wokół mnie ludzie z ustami pełnymi religijnych tekstów o wiośnie, radości i nadziei (czy wiedzą, na co?) - czyli o prawdzie i uczciwości, jak mniemam, które nie mają żadnego przełożenia na ich działania. Z drugiej - ci samotni, pozostawieni sobie samym, w kierunku których ci religijni mają tylko przesłanie „szczęść boże” bez żadnego przełożenia na działanie (pomoc konkretną), a też często spotykający się z dziwną interpretacją ich problemów. Cóż – każdy widzi, co chce, a więc interpretuje, jak chce.
Nadal naszą bolączką jest małostkowość, układy układziki; dwulicowość i wyzierająca zza tego wszystkiego słabość charakteru i kruchy kręgosłup moralny. Kunktatorstwo, wazeliniarstwo, donosicielstwo – oto potworki, które sterują naszymi poczynaniami, gdy tylko nadarzy się okazja do zaszkodzenia sąsiadowi. A potem biegniemy do kościoła, odbywamy drogę krzyżową, adorujemy grób Chrystusa, rozsyłamy ociekające miłością i życzeniami pokoju słowa, a po wszystkim zasiadamy do stołu i szybciutko zapominamy, że obiecaliśmy sobie zmianę – zmianę w sobie; zapominamy, że innych nie zmienimy, możemy zmienić tylko siebie. I już w pierwszy dzień po świętach wracamy do swoich nawyków. Przeszkadza nam sąsiad, który coś wie lepiej, więc najprościej jest powtarzać wszystkim wokół, że on wcale taki mądry nie jest. Tak fajnie jest myśleć o sobie, że to ja jestem najlepszy, najmądrzejszy, odpowiedzialny i zapominam, że często ode mnie zależy spokojne życie innych ludzi – często nieporadnych życiowo, nierozumiejących obecnej rzeczywistości, którym w imię tzw. prawdy można wcisnąć wszystko – za wszelka cenę, aby tylko mnie nie dosięgła ewentualna wina za to, że coś nie wyszło. A jak już nie wyjdzie, to przecież tych nieporadnych można zastraszyć sądem, zafundować z pozycji silniejszych administracyjnie nadzór nad ich własnością, bo przecież życie musi toczyć się dalej i ktoś rządzić musi. Co tam cudze łzy, prośba o zainteresowanie – ważne, że moje na górze.
Zapominamy tylko o jednym – to, co fundujemy innym, fundujemy także sobie I choć teraz możemy się pośmiać z tych słabszych, że jednak nasze na górze, to jednak nie zapominajmy, że w życiu jest jak w zaścianku przedstawionym przez Gogola w „Rewizorze”: „z czego się śmiejecie? Sami z siebie się śmiejecie”.
Gogola nie ma, zaścianek pozostał, a homosowietikus, jako forma postawy społecznej i sposobu myślenia odzwierciedlająca kompleksy, króluje pod płaszczykiem religii.

 

 
Borne Sulinowo - miejsce ciche, spokojne, z czystym powietrzem, bez przemysłu, z pachnącymi żywicą lasami obfitującymi w jagody i grzyby, z czystymi jeziorami i rzeką, z przepięknym wrzosowiskiem. Wymarzone miejsce do odpoczynku dla tych, którzy cenią sobie te walory. Takich miejsc w Polsce nie ma zbyt wiele. Ktoś więc w stolicy wymyślił sobie, że trzeba to wszystko zniszczyć, zatruć. Otóż, zamarzyła mu się w tym miejscu utylizacja odpadów z całej Europy w milionach ton. Mało tego - tenże ktoś wcale nie kryje, że te odpady oraz ich utylizacja są bardzo niebezpieczne dla zdrowia ludzi oraz degradują bezpowrotnie system ekologiczny środowiska. W Bornem Sulinowie mieszka ok.4600 mieszkańców. Większość - to ludzie mocno już wiekowi. Nie mają nawyku protestowania, a wolę walki o swoje u większości zabiła historia ich życia. Z kolei pokolenie powojenne i młodzież jest w tej chwili zajęta kanikułą. Mało tego - te pokolenie nie ma zwyczaju zatrzymywania się przy słupach ogłoszeniowych i czytania obwieszczeń. Poza tym na ogół to pokolenie społecznie bierne. Nie chciałabym nikogo obrazić, ale tak to widzę i oceniam.
Nie to jest jednak najważniejsze w tej sprawie. Najbardziej urągającym dla tego pomysłu jest fakt, że gdzieś ktoś w Polsce wymyślił sobie sposób na zarobienie na pewno niemałej kasy kosztem zdrowia innych ludzi. Miasto, które po latach niewoli zaczęło żyć, stawać się powoli znanym w Polsce i za granicą niemalże kurortem z uwagi na czystość środowiska, nagle ktoś upatrzył sobie na ... śmietnisko, które doprowadzi do zagłady jej mieszkańców i w konsekwencji znowu na długie lata zniknie z mapy Polski.
To takie nasze polskie - dorobić się na wyrwę, nieważne, że ktoś ucierpi.
Kto temu przedsiębiorcy wydał zgodę na prowadzenie takiej działalności? Wszak w swojej ofercie głosi on, że zajmuje się czymś zgoła zupełnie innym, niż zamierza zająć się w Bornem Sulinowie - zajmuje się oczyszczaniem środowiska i przywracaniem jego równowagi ekologicznej. Pewnie w tym przypadku miał nadzieję, że w Bornem Sulinowie - w głębi lasów, nikt nie czyta i nie będzie wiedział, co dzieje się w jego firmie. Dopiero jak ludzie zaczną chorować i masowo umierać, wtedy podniesie się larum na całą Polskę, zacznie się szukać winnych. Niestety, wtedy będzie już za późno.
Pozwoliłam sobie wystosować do władz Bornego Sulinowa list, który zamieszczam poniżej. Nadzieja umiera ostatnia. Tak więc w tym przypadku nadzieja, to przytomność Burmistrza Bornego Sulinowa przy podpisywaniu zgody na tego rodzaju przedsięwzięcia i pamięć o tym, że w jego rękach leży przyszłość tego miasta i zdrowie jego mieszkańców.

Szanowna Pani Burmistrz!
Ogromnym niepokojem napełniła mnie wieść, że w Bornem Sulinowie może powstać – mówiąc w skrócie – miejsce utylizacji wyjątkowo niebezpiecznych dla człowieka i środowiska odpadów. Firma mająca się tym zajmować chce się ulokować na terenie byłego Matexu. Nie będę rozwodzić się nad szczegółami niebezpieczeństw niosących za sobą obdarzenie tak czystego miejsca jak Borne Sulinowo takim „prezentem”. Tym bardziej, że o ile mi wiadomo – utylizowane mają być słupy elektryczne i podkłady kolejowe nie tylko z Polski, ale i z całej Europy. Mało tego – miejsce tej ewentualnej utylizacji mieści się w pobliżu ujęcia wody zaopatrującego mieszkańców miasta. Nie mieści mi się w głowie, jak można było wpaść na tak szatański pomysł, aby zlokalizować takie świństwo w miejscu bodajże najczystszym ekologicznie w Polsce? I kto wreszcie najwięcej na nim zarobi?
Nie mieszkam na stałe w Bornem Sulinowie, ale bywam tam bardzo często z uwagi na czystość powietrza, nieskażone przemysłowo tereny – lasy, jeziora i rzekę. W tej chwili Borne wreszcie zaczyna nabierać turystycznego charakteru. Wiele osób takich jak ja przyjechało tam raz i nie wyobraża sobie spędzania urlopu w innym miejscu. Wspomniana tu inwestycja odstraszy wszystkich turystów, jak również wpłynie na pewno negatywnie na europejskim już teraz poziomie imprezy typu zlot pojazdów militarnych, itp.
Ponieważ bywam w Bornem Sulinowie od ośmiu lat, wiem, że większość mieszkańców zamieszkała w tym pięknym miejscu z uwagi na jego ekologiczną czystość – to ludzie, którzy uciekli ze Śląska, bo tam już żyć z uwagi na swoje zdrowie nie mogli. I teraz funduje się im jeszcze gorszą historię.
Przypomina mi się smrodek, jaki wita wjeżdżającego do Szczecinka. Mam nadzieję, że Pani, jako osoba decyzyjna, nie dopuści do podobnego powitania przy wjeździe do Bornego Sulinowa. Wiadomo mi, że mieszkańcy Pani miasta już zbierają wśród siebie podpisy mające wpłynąć na zmianę planów i niedopouszczenie do zainstalowania w ich mieście ekologicznej bomby.
Mam też nadzieję, że Pani jako mieszkanka tego miasta nie dopuści do początku końca tego uroczego miejsca. W przeciwnym razie musi Pani liczyć się z tym, że Pani miasto zwyczajnie przestanie istnieć, bo ludzie zaczną stamtąd uciekać. Szczególnie ci młodzi, którzy nie zechcą narażać swojego i swoich dzieci zdrowia. A ci starsi – cóż, ich los w Pani rękach. Co najwyżej będzie Pani musiała wygospodarować dodatkowe miejsce na cmentarz, bo trucizna, jaką będzie emitować sporne przedsięwzięcie, zabije ich bardzo szybko. A ja nie będę miała gdzie spędzać uroczych wakacji w miejscu, gdzie można oddychać czystym powietrzem, nie obawiać się utraty zdrowia przy spożywaniu runa leśnego /jagody, grzyby/, pływać w czystych jeziorach i rzece i odkrywać te leśne drogi, których jeszcze nie poznałam.
Dotarł do mnie apel mieszkańców miasta, z którym całkowicie się solidaryzuję.
Bardzo Panią proszę o zastanowienie /chociaż nad czym tu się zastanawiać?/, zanim Pani wyrazi zgodę na … zagładę Pani miasta.
Pozdrawiam serdecznie
miłośniczka Bornego Sulinowa

Poniżej zdjęcia z Bornego Sulinowa i okolic. Oby pozostały tak piękne i nietknięte ekologiczną zagładą!!!